Mean Messiah – „Hell” (2017)

„Jeżeli lubisz Strapping Young Land, to powinieneś być zadowolony”; „To taki thrash metal, idący bardziej w kierunku Fear Factory – właśnie takie opinie usłyszałem przed przesłuchaniem Hell, najnowszego wydawnictwa czeskiego  Mean Messiah. Żadnej z wymienionych grup nigdy nie poświęciłem wiele uwagi, a tym bardziej nie obdarzyłem też szczególną sympatią, co nie nastrajało mnie pozytywnie przed sprawdzeniem debiutanckiego materiału trójki metalowców zza miedzy. Przesłuchałem, pomyślałem, odsapnąłem. Na szczęście nie straciłem swojego cennego czasu.

Na wstępie powiem, że skojarzenia z wymienionymi zespołami nie są nieuzasadnione. Czeskie trio postawiło na zmechanizowane i nieco fabryczne brzmienie swojego krążka, co moim zdaniem było dobrym posunięciem. Materiał fajnie wpasował się do niby industrialnego i cybernetycznego klimatu dzisiejszych czasów. Hell, choć pierwotnie został nagrany cztery lata temu i dopiero teraz ukazuje się na fizycznym nośniku, wcale nie stracił wiele ze swojej świeżości. Trwający ponad czterdzieści minut krążek, zawiera dziewięć numerów, które (jeżeli wierzyć notkom PR) są miszmaszem death i thrash metalu. Muszę przyznać, że pomimo dość oszczędnej zawartości tego pierwszego, gatunek drugi został tutaj naprawdę zgrabnie zaserwowany. Mean Messiah co prawda nie hołduje oldschoolowej szkole z Europy czy amerykańskiej scenie Bay Area, ale w „nowej odsłonie” thrashu wypadają nie najgorzej. Sam album jest przemyślany, Czesi z łatwością przeskakują od mocniejszych numerów (Temple of HellSpiritual Resolution) przez quasi groove/metalcore  (The Death Song, King Pathetic, The Game), a skończywszy na tym, w czym odnajdują się najlepiej, czyli melodyjnym thrashu (The Last RideThe End). W praktyce wychodzi to raz lepiej raz gorzej, ale ciężko im odmówić umiejętności w komponowaniu chwytliwych i łatwo zapadających w pamięć melodii. Mój problem dotyczy jednak samego ciężaru kompozycji. Gdzieś w tym wszystkim zabrakło mi odrobiny jadu czy solidnej agresji, jaka powinna bić z utworów. Słuchając Hell, czuję jedynie czyściec bądź przedsionek wrót piekieł. Głęboko jednak wierzę, że gdy kolejny raz zapukam do czeskiego punktu diabelstwa, następnym razem buchnie solidnym ogniem. Obecnie jest trochę za grzecznie i zbyt sterylnie.

Komu więc mogę polecić ten album? Jeżeli lubicie pełen harmonii, niezobowiązujący i skoczny thrash w nowoczesnym wydaniu, który stroni od mocnego uderzenia i oscyluje w zmechanizowanym brzmieniu, to powinniście być zadowoleni. Jak na debiutancki album, Hell sprostał swojemu zadaniu i wstydu nie przyniósł. Jeżeli jednak Mean Messiah chce sięgnąć po więcej aniżeli łatkę „niezłego zespołu”, będzie musiał bardziej się postarać, by zaciekawić słuchaczy. Czekam aż dadzą upust swojemu szaleństwu.

Ocena: 7/10

Tagi: , , , , , , , , .