Miist – „Half Awake EP” (2017)

Czasami jest tak, że widzisz i wiesz.

No okej, słyszałem historie o pewnym byłym dziennikarzu/recenzencie, który przed laty recenzował płyty na węch, nie rozpakowując ich nawet z folii, a potem opychał na bazarkach (gość do dziś się przez biznes muzyczny przewija, w tej branży trzeba uważać na ludzi prawie jak w polityce), ale czasami naprawdę widzisz i naprawdę wiesz. Jak wtedy, kiedy w autobusie wychwytujesz wzrokiem tę dziewczynę, wystarcza ci krótkie spojrzenie i wiesz, że to nie jest dziewczyna na jedną noc, że będziesz mógł u jej boku spędzać przez całe lata długie jesienne wieczory nie robiąc w zasadzie nic, że będzie wam tak dobrze, że będziecie mogli razem czytać książki, chodzić na zakupy, oglądać głupie komedie. Widzisz ją przez jakieś 15 sekund i wiesz, że się z nią porozumiesz, że to nie jest pierwsza lepsza idiotka, która leci na kasę, furę albo tribala na bicku. Widzisz – wiesz. (A potem ona wysiada z autobusu, nigdy więcej jej nie spotykasz i całą waszą potencjalną wspólną przyszłość trafia szlag, bo nie miałeś odwagi zagadać.)
Z płytami też tak jest. Szefostwo kazało mi się uzewnętrznić na temat kompletnie anonimowego dla mnie projektu Miist, więc wszedłem na ich Bandcamp, popatrzyłem na okładkę i wiedziałem, że się polubimy. Być może gusta, jak nieszczęścia, chodzą parami, i jak ktoś ma oko do wizualiów to ma też ucho do dźwięków? To zapewne kompletna bzdura, której nie byłbym w stanie obronić po przemyśleniu, ale chwilowo pozwólcie mi w to wierzyć. Dla informacji – za pyszną kolorową okładkę odpowiada Kacper Spala.
Filozofia i akademickie rozważania na bok. Miist w jakiś sposób zrobili na mnie dobre wrażenie jeszcze zanim wcisnąłem czarny trójkącik. Potem wczytałem się, że to instrumentalne trio stworzone przez Wiktora Graczyka (gitara), Michała Koczora (gitara, klawisze) i Leszka „Shambo” Rakowskiego (perkusja i bas, ale z tego co mi wiadomo jedynie sesyjnie). Jeszcze tylko upewniłem się, że chodzi o tego samego Shambo, który w swoim CV ma choćby basowanie w Vader i doczytałem, że Half Awake to debiut Miist i byłem gotowy do wejścia w tę mgłę.

Half Awake buja bardzo przyjemnie. Psychodelia serwowana przez Miist jest bardzo lekkostrawna, a przy tym mocno osadzona gdzieś poza naszą orbitą w przestrzeni kosmicznej. Trzy utworki na epce suną sobie niespiesznie i wcale nie mają zamiaru kończyć się w radiowych trzech minutach, bo absolutnie nie ma takiej potrzeby. Podstawowym spoiwem są tutaj gitary – z jednej strony razem z basem i lekką, nienachalną perkusją tworzą szkielet utworów i trzymają je w ryzach, a z drugiej to one właśnie są odpowiedzialne za astralne wrażenia i odloty. To gitary tańczą sobie wokół konstrukcji i riffu, omijając szerokim łukiem jakieś wielkie tempa czy popisy techniczne. Wszystko tutaj dzieje się na ucho, raczej bez chłodnej kalkulacji, dzięki temu jest ciekawe. Half Awake, jak na tak krótki materiał, jest zaskakująco zróżnicowanym materiałem. Timekeeper brnie sobie niespiesznie przez przestrzeń łącząc space rocka z pustynnymi klimatami, podczas kiedy Left Me Crawling startuje od tego drugiego z trzeszczącym riffem przywodzącym na myśl starsze dokonania Queens of the Stone Age, a na jego tle plącze się solowa gitara z partią poskładaną z nie naszych skal, ale po chwili utwór nabiera znienacka poważniejszego charakteru, przeskakuje z pląsów w kolorową fakturę, a potem znów w riff. To czysty dowód na to, że opierając się na kilku dźwiękach i każąc innym instrumentom ozdabiać je poprzez błądzenie dookoła można stworzyć wciągającą kompozycję. Calgary zaczyna się niby niewinnie, każe myśleć, że za chwilę zmieni się w jakiś post rockowy zamulacz, ale z minuty na minutę rozjaśnia się. Zwalnia, nabiera mocy i hałasu, znów słabnie, aż w końcu, w jakiejś takiej uspokajającej kodzie wypuszcza jedyne na epce senne, oniryczne wokale, a na końcu jeszcze dobija fragmentem jakby doklejonym z innego kawałka.
Half Awake to naprawdę świetny materiał obiecujących muzyków, na których zdecydowanie powinniście zwrócić uwagę, jeśli bliskie wam wszelkiego rodzaju atmosferyczne, progresywne, space’owe, psychodeliczne i pustynne klimaty.

10/10

 

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Tagi: , , , , , , , .