Misanthropic Rage – „Igne Natura Renovatur Integra” (2018)

Nie jestem wielkim fanem zbyt melodyjnej muzyki. Łatwo to stwierdzić chociażby po moich tekstach. Ze względu na dość szybki zanik uwagi nie przepadam też za płytami długimi. Wolę te krótkie, dzikie i dosadne. Oczywiście, jest pewna ilość albumów, które mają w sobie to coś, co sprawia, że pomimo wymienionych cech, tracę dla nich głowę. Igne Natura Renovatur Integra jest jednym z nich. Drugi pełniak Misanthropic Rage zawiera monumentalne pięćdziesiąt dwie minuty bogatego w pomysły i klimat awangardowego black metalu. Monumentalne nie tylko w kontekście długości. Wydanie zawdzięczamy Godz Ov War.

Powodem, dla którego Igne Natura Renovatur Integra tak bardzo mi podeszła, jest nietuzinkowość. Do podstawy w formie black metalu dodano bardzo dużo elementów nieoczywistych, wzbogacających wydźwięk płyty. Przy czym udało się w tym wszystkim zachować umiar, więc płyta nie jest śmietnikiem niespójnych pomysłów, tylko inteligentną i rozbudowaną całością. Zdarzają się fragmenty, gdy Misanthropic Rage można porównać do Deathspell Omega, niemniej to lekkie skojarzenia, nie oczywiste podobieństwo. Prawdę mówiąc, jest to w ogromnej części zależne od słuchacza i jego gustu. Niektórzy pewnie znajdą tu nawiązania do Judas Priest, albo nawet Heaven Shall Burn.

Jak już powiedzieliśmy, płyta jest bardzo rozbudowana. Zaczyna się od psychodelicznie-rytualnego intra Call All Your Angels, które rozpoczyna wściekłą podróż pełną zimnych melodii i złowieszczej atmosfery. Znajdziesz tutaj zarówno jasne, prawie radosne solówki (Bliźni Mój), miażdżące zwolnienia, klimaty podchodzące pod heavymetalową balladę (The Truth Shall Be Told), groove’ujące, wręcz taneczne motywy (Abstrakt) i wiele, wiele więcej. Te wymienione powyżej mają wam zobrazować, jak różnorodnie gra Misanthropic Rage. Doszukiwanie się kolejnych niespodzianek skutecznie zachęca do kolejnych odsłuchów. Tym bardziej, że są one (te niespodzianki) bardzo dobrze, naturalnie dopasowane do reszty. Igne Natura Renovatur Integra potrafi w każdym momencie zaskoczyć, jest trudna w odsłuchu, wymaga dużo skupienia i wielu podejść. Nieczęsto trafiam na coś takiego, szczególnie w niemal godzinnych albumach.

Chwalę i chwalę, a nie powiedziałem jeszcze o największym plusie krążka, czyli o jego klimacie. Te dźwięki są napakowane emocjami i skutecznie przelewają je w słuchacza. Po części to zasługa kompozycji, po części tekstów. Misanthropic Rage stworzyło płytę bardzo gniewną i jednocześnie smutną, adekwatnie do nazwy projektu. Nie jest to oczywiście granie typowo depresyjne, niemniej jest coś przygnębiającego w lodowatych melodiach. Dodajmy do tego przygniatające riffy rodem z death metalu i mamy płytę żywą, angażującą, wciągającą.

W tak ambitnym projekcie trudno jest obyć się bez wad. Przy czym, w wypadku Igne Natura Renovatur Integra mówimy raczej o lekkim czepialstwie, niż prawdziwych zastrzeżeniach. Pierwsza moja uwaga dotyczy środkowej części płyty, mniej więcej pomiędzy I.N.R.I. a The Agony of Breath. Porównując do reszty, utwory te nie są aż tak dobre, albo może zróżnicowane. To cały czas świetne wałki, jednak jeżeli album ma spadki, to właśnie w tych fragmentach. Klimat oczywiście dalej wciąga, ale jednak czegoś mi tam brakowało. Drugie czepialstwo jest jeszcze bardziej subiektywne, jednak dla spokoju ducha wspomnę o nim. Polskie teksty, jakkolwiek dobrze oddające nastrój, lekko mnie odstręczają strukturą rymu i słownictwem. Angielskie są jak najbardziej w porządku, jednak zbędna i prosta wulgarność nie jest czymś, co widziałbym w tak kompleksowej muzyce, a i częstochowskie rymy pokroju „świętością-złością” albo „ciszy-niszy” nie poprawiają sytuacji.

To jednak tylko drobnostki, nieprzysłaniające poziomu całokształtu i pokazujące, jak wiele talentu potrzeba, by nagrać coś tego formatu. Misanthropic Rage stworzyło płytę wyjątkową. I jeżeli mówi to gość, który po trzydziestej minucie najczęściej przysypia, to musi coś znaczyć. Bardzo polecam.

Misanthropic Rage na Facebooku

Ocena: 9/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , .