Moloch – „The Vatican Cellars” (2017)

Moloch. Nazwa jednoznacznie kojarząca się ze świetnym systemem RPG-ie- Neuroshima. I coś z tego skojarzenia będzie adekwatne do recenzji Molocha. To świetna ścieżka na wiele sesji.

Moloch jest projektem lidera Zorormr. Czy traktować najnowsze wydawnictwo jako zamknięty rozdział, czy też jako odskocznię? Niepotrzebna mi ta wiedza. Muzyka zawarta na kompilacji The Vatican Cellars to  kolosalna porcja 36 utworów!!! – jest na tyle warta poznania, że te pytania pozostawiam bez odpowiedzi. Już pierwszy „singiel” w sieci mnie zaintrygował. Kolejne stosownie budowały napięcie, by oczekiwanie na premierę (31 października br.) nie było nudne.

Od pierwszego utworu miałem skojarzenia z czasów studiów, gdy podczas sesji Warhammera towarzyszyła nam składanka na kasecie z nagranymi intrami, tzw. klimatycznymi kawałkami, gdy stukotowi kości o blat towarzyszyły dźwięki Arcana, Mortiisa czy – o zgrozo- klawiszowych albumów Burzum.

Jednak coby przerwać te wspominki, przejdę do konkretów. Sama okładka albumu The Vatican Cellars, za którą jest odpowiedzialny Mindrape Art – Mark Cooper, świetnie się wpisuje w klimat fantasy/s-f z dawnych lat. Zabrzmi to głupio, ale nie ma takiego albumu, który by mnie nie chwycił od dobrej okładki. Gratulacje dla Molocha za to, że zainwestował w dobry front, bo płyta od razu przykuwa uwagę szatą graficzną.

Oszczędne – by nie rzec archaiczne – brzmienie w pierwszym utworze potwierdza wrażenie, że ktoś tu nie ma ochoty gonić za nowinkami. W efekcie taki Intraluminal brzmi jak ze starej gry komputerowej, z czasów, gdy szło się do kumpla z naręczem dyskietek…

Zasadniczo mógłbym szybko podsumować ten album stwierdzeniem, że albo się lubi tego typu dźwięki, albo… idzie dalej. Dla mnie Moloch to podróż w zapomniane światy, gdzie ciszy towarzyszą niemal sakralne dźwięki, które prowadzą do pewnych refleksji, ku zgłębianiu tajemnic. Czy to przy lekturze dobrej książki, czy też jako codzienna porcja wyciszenia się, jest szansa na zaznanie swoistego katharsis. To kolejne korytarze i komnaty wyobraźni, z pozornie ascetycznym warsztatem i niesterylnym brzmieniem.

Druga płyta z kompilacji The Vatican Cellars  jest chyba jeszcze ciekawsza. Taki Onoskelis to wręcz Limbonic Art. I to z okresu Moon in Scorpio, czyli klimatyczna pompatyczność, która potrafi porwać, zabrać w długą podróż wspomnień.

Uwagę przykuwa wokal. Słysząc linie wokalne w poszczególnych kawałkach, czułem reminiscencje niektórych wstępów do różnych deathowych albumów. Zatem jakby kto szukał inspiracji – jest ku temu świetna okazja. Całościowo kawałki również przekonują, mimo że mogą się wydawać pozornie monotonne. Powtórzę się, ale do dobrej planszówki czy to podczas sesji RPG-ie płyta będzie obowiązkowym gościem.

Jedynie na koniec mam jedno zastrzeżenie – lepiej chyba byłoby zrobić z tych dwóch płyt jedną, rezygnując z paru utworów. Im dłużej słucham tego albumu, tym mnie bardziej wciąga. Polecam te wrażenia poznawać na słuchawkach, wiele smaczków dodatkowo wzbogaci przekaz. Ale stanowczo nie jest to płyta, by ją sobie dawkować w tzw. biegu, jako tło. Zbyt wiele charakteru straciłby wówczas Moloch.

Ciężko to wszystko zamknąć jakąś refleksją. To może tak: włączcie sobie na początek taki De profundis z drugiego krążka The Vatican Cellars. To trzeba poczuć, dać się temu porwać. Wręcz mam przed oczyma postać uderzającą z pasją w poszczególne klawisze. Zafundujcie sobie Molocha, wzbogaćcie codzienność.

Ocena: 9/10

Płytę można zakupić w sklepie wytwórni Via Nocturna.

Autorem recenzji jest Tomasz Antosik.

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , .