Monads – „IVIIV” (2017)

Monads to młoda formacja stacjonująca w Belgii, i choć istnieje już siedem lat, to dopiero w grudniu ubiegłego roku dzięki współpracy z Aesthetic Death wypuścili debiutancki album. Debiut ukazał się jako sześciopanelowy digipak, a na krążku znalazły się zaledwie cztery kompozycje, jak się pewnie domyślacie o typowym dla zespołu czasie trwania utworów w klimacie funeralnego doom metalu (od 10 do 16 minut).

Pierwsze, co mi się rzuciło w uszy, to fenomenalne, chroboczące i brudne brzmienie gitar. Zarówno w pierwszym kawałku zatytułowanym Leviathan as my Lament, jak i drugim w kolejności tj. Your Wounds Were My Temple zespół nawet na chwilę „udaje się” w black metalowe klimaty. Cała płyta utrzymana jest w melancholijnym klimacie, wciskając przykrytego kocem słuchacza w fotel. Gardłowy wyciąga potężnie brzmiące growle, które bezbłędnie doprawiają funeralną otoczkę albumu. To wydawnictwo to swego rodzaju konglomerat i nie bardzo jest sens rozdrabniania jej na elementy składowe.

To jest świetna propozycja.  Niczego albumowi nie brakuje, dźwięk rozjeżdża mnie niczym wolny i ciężki walec. Tą płytą muzycy nie wynaleźli niczego nowego, ale ostatecznie to znowu nie jest gatunek muzyczny, w którym ktoś by sobie pozwolił na drastyczne i śmiałe eksperymenty. Panowie znakomicie nastroili gitary, dodali odpowiednią linię basu i potężny, poszarpany growl.

Pytanie, jak można grać ciekawe zaaranżowane piosenki trwające 12 minut –  ano można. Jeśli pierwsze 10 minut płyty wciąga i wyrywa z rzeczywistości, to oznacza, że warto brnąć dalej w ten muzyczny las. I ta płyta taka właśnie jest, że pomimo słonecznej i wiosennej aury zatapiam się w jej dźwiękach i nie mogę się od niej odczepić. Ale znając życie, i samego siebie, najprędzej wrócę do niej deszczową i wietrzną jesienią, tak aby jeszcze pełniej poczuć klimat depresji i przygnębienia serwowanego przez Belgów.

Ocena: 8/10

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Tagi: , , , , , , , , , .