Monkey3 – „Astra Symmetry” (2016)

Grupa Monkey3 jest już od piętnastu lat na europejskiej scenie muzycznej. Gdy jej muzycy zaczynali przygodę z psychodelą, tworzyli w Szwajcarii swego rodzaju społeczności jamową. Później na swoim koncie zanotowali udane oryginalne covery Led Zeppelin, Deep Purple, Black Sabbath czy Pink Floyd. Dziś na nasze ręce składają ofiarę w postaci swojego piątego krążka studyjnego, zatytułowanego Astra Symmetry. Zrelaksujcie się zatem i pozwólcie swej duszy unieść się wysoko ponad codzienne sprawy.

Jestem typem człowieka, który niestety ocenia twory kultury po okładce. Gdy więc ujrzałem artwork, którym opatrzono nowy album Monkey3, to byłem raczej sceptycznie nastawiony. Nie wiem jak wam, ale mi przypominała trochę o grach z serii Monkey Island. Na szczęście byłem na tyle ciekaw zawartości płyty, że nie dałem się zwieźć pozorom. Po wciśnięciu play okazało się, że kwartet serwuje nam astralną podróż trwającą godzinę i dwanaście minut, podczas której zwiedzimy mroczne zakątki kosmosu, a przewodnikiem nam będą skrupulatnie dobrane dźwięki, z największą dokładnością układające się w spójną całość. Tak oto album rozpoczyna się od Abyss. Faktycznie, tytułowa otchłań wciąga słuchacza w bezdenną przestrzeń rockowych zagrywek przypominających największych wirtuozów gitary elektrycznej końca lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych. Inspiracje Hendriksem szczególnie czuć w numerze Endless Ocean, kojarzącym się dość wyraźnie z wielkim klasykiem mistrza, Third Stone From The Sun. Kwartet Monkey3 nie kopiuje jednak bezmyślnie, a tylko opiera się na zasłyszanych motywach, okraszając rock psychodeliczny progresywą pokroju dokonań Muse czy Porcupine Tree, a nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że momentami czuć ducha King Crimson (utwór The Water Bearer), czy Pink Floyd (w numerze Mirrors). A że od psychodeli i prog rocka droga już krótka do stonera, to i wyraźne odchylenia w stronę tego gatunku są obecne, na przykład w Dead Planet’s Eyes. W tym muzycznym tyglu drużyna ze Szwajcarii nie zapomina o oryginalności i własnym stylu, dzięki czemu najnowsze ich wydawnictwo jest równocześnie dojrzałe i wyrafinowane, jak też świeże i odkrywcze.

Kurczę, trudno mi jest skupiać się na każdym utworze osobno. Są one tak świetnie skonstruowane, że pasują do siebie idealnie jak elementy dziecięcej układanki. Przejścia pomiędzy poszczególnymi numerami są na tyle płynne, że Astra Symmetry trzeba raczej traktować jako niepodzielną całość, choć twórcy krążka zaproponowali nam dwanaście oddzielnych tytułów. Album jest niezwykle dobrze dopracowany, ośmielę się stwierdzić, że nie ma na nim słabych momentów, a przecież w wypadku tak długiego materiału często zdarzają się momenty, w których człowiek sobie ziewnie. Tutaj nie ma miejsca na nudę. Nawet elektroniczna Astraea, czy bardzo spokojny, rozciągający się w czasie numer Arch powinny zadowolić każdego słuchacza. Co ciekawe, większość utworów na płycie to numery pozbawione wokalu. Tam, gdzie się on pojawia, to i tak jest bardzo skąpy, co powoduje, że Astra Symmetry jest wydawnictwem idealnym do słuchania po stworzeniu wokół siebie odpowiedniego nastroju.

Tak, grupa Monkey3 stworzyła wyjątkowe dzieło. Z aptekarską dokładnością odmierza odpowiednie ilości klasycznych wpływów i współczesnych muzycznych odkryć, by zabrać nas w prawdziwie narkotyczny trip. Pośród całej rzeszy stoner rockowych zespołów jest to, moim zdaniem, jedna z najciekawszych propozycji. Muzyka na Astra Symmetry nie pozostawia człowieka obojętnym. Zapnijcie pasy i dajcie się porwać w magiczną drogę przez otchłanie własnej świadomości.

Ocena: 10/10

Tagi: , , , , , , , , , .