Monolithe – „Nebula Septem” (2018)

Na samym początku przyznam się bez bicia, że zespół Monolithe znam przede wszystkim przez pryzmat pierwszych czterech długogrających płyt francuskiej formacji (Monolithe I, II, III oraz IV). I zawsze kiedy nachodził mnie ponury nastrój na słuchanie funeral doom metalu, bardzo często kończyło się odsłuchem muzyki tejże kapeli.

A kiedy w redakcji pojawiła się płyta Nebula Septem, od razu wywołała u mnie niemałe zainteresowanie i postanowiłem zmierzyć się z obecną muzyczną formą Paryżan.

Płyta ukaże się jako digipak CD oraz winylu 26 stycznia 2018 roku dzięki Les Acteurs de l’Ombre Productions (pre-order). Muszę przyznać, że wizualnie digipak prezentuje się elegancko i gustownie, a okładkę zdobi ilustracja Norwega – Roberta Hoyem’a. A co mamy w środku?

Na album składa się siedem, siedmiominutowych utworów. Tak jak poprzednie dokonania można było śmiało wrzucić do worka z napisem funeral doom metal, tak z nowym materiałem jest zgoła inaczej. Otóż zespół gdzieś zatracił pokłady smutku i melancholii na rzecz nieco cieplejszych kompozycji. Zdecydowanie za dużo tutaj wciśnięto orkiestracji i klawiszowych partii, a nawet znikoma elektronika (Gravity Flood) nijak tu nie pasuje  To nadal jest doom metal, jednak tej metamorfozy zwyczajnie „nie kupuję”. Zdecydowanie na plus należy uznać możliwości wokalne, za które głównie jest odpowiedzialny Sebastien Pierre. W muzyce brakuje mi tego wgniatającego w ziemię ciężaru, tej depresji oraz zwyczajnie mroczniejszej czy smutniejszej aury – takiej, po odsłuchu której nie wstałbym z fotela. Ponadto brakuje również grobowej atmosfery, która wciągnęłaby mnie w wir muzyki i totalnej izolacji od otaczającej rzeczywistości.

To jest średni album lub co najwyżej dobry, ale nic ponadto.

Ocena: 6,5/10

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , , .