Morgon – „Evoking Eternity” (2017)

Mogę jedynie przypuszczać, ale wydaje mi się, że mało kto miał okazję sprawdzić debiutancki album Morgon. Ja przyznam się moi drodzy, że w ogóle nie miałem pojęcia o ich istnieniu – do końca tegorocznego maja, gdy Via Nocturna pokusiła się o wydanie Evoking Eternity, drugiego krążka niemieckich metalowców. Cieszę się, że trafiłem na ten moment, bo to naprawdę przyjemna pozycja.

Patrząc na okładkę, zapowiadający album Antagonist, a także liczne porównania do Belphegor, God Dethroned czy Hate, mogłem jedynie przypuszczać co mnie czeka przez trzy kolejne kwadranse. Evoking Eternity jest właśnie black/death metalem, który mimo bezkompromisowego i mocnego charakteru, nie stroni od melodii i chwytliwych momentów. Niemieccy metalowcy wyraźnie pokazują swoje inspiracje czołówką grania, ale nie oznacza to, że bezmyślnie kopiują ich styl.  Świetnym potwierdzeniem tej tezy jest porywający od samego początku Sulphur czy niezwykle ciężki Maze of Redemption. W tym miejscu warto też zwrócić uwagę na solówki, których muzycy nie szczędzą. Być może niekiedy nazbyt pretensjonalnie i nieco nachalnie podkreślają melancholijny wymiar materiału, ale ciężko też traktować je jak typowe „przeszkadzajki”. Choć przykładowo w takim Portal of Solitude jest ich po prostu za dużo, przez co numer kojarzy się z utworem tytułowym. To trochę tak jakby Panowie chcieli zawrzeć za wszelką cenę wszystkie pomysły, jakie zrodziły się w ich głowach. Z kolei w brutalnych i walcowatych partiach Morgon wykonuje swoją robotę wprost perfekcyjnie. Feeling i dobra intuicja do grania zapętlonego ciężaru niezwykle plusuje na całym wydawnictwie. Choć momentami można mieć skojarzenia z Behemoth, jak w Glorification of Black Flames, gdzie dostajemy niezwykle melodyjny moment w klimatach The Satanist, dla jednych może być poważnym zarzutem, dla innych – w tym dla mnie – okazuje się to atutem i odskocznią na tle pozostałych kompozycji.

W ogólnym rozrachunku Evoking Eternity to po prostu dobry black/death metal, który bez żadnych kompleksów można postawić na półce wśród innych, ulubionych pozycji z tego gatunku. Z drugiej strony, nie ma tutaj też fajerwerków, których można by oczekiwać po obecnej kondycji sceny. Brak udziwnień, fantazji, nietuzinkowych rozwiązań. Morgon bezpiecznie rozwija swoje małe skrzydła, które miejmy nadzieję za jakiś czas nabiorą wiatru i pozwolą wzbić się wysoko ku czarnemu niebu.

Ocena: 7/10

Tagi: , , , , , , , , , .