Mork – „Eremittens Dal” (2017)

Czy zdarza się Wam puścić płytę i słuchać jej ciągle i ciągle, wciąż od nowa? Lata, kiedy sam słuchałem jednego albumu non-stop, minęły prawie bezpowrotnie dawno temu. Teraz, przy natłoku nowej muzy, na jaką można się natknąć w dzisiejszym świecie, słucham danego albumu dzień czy dwa, i jeżeli mi się spodoba to mówię sobie, że muszę jeszcze do niego wrócić. Jednak te powroty zwykle słabo mi wychodzą. Inaczej było z trzecią odsłoną projektu Thomasa Eriksena o nazwie Mork. Kiedy poznałem ten materiał, niczego innego nie słuchałem przez następne 24 godziny, bo dokładnie tyle krążek ten obracał się w moim odtwarzaczu. No i teraz znów do niej powracam. Płyta nosi nazwę Eremittens Dal i wyszła pod koniec września 2017 roku nakładem Peaceville Records.
Znajdziecie na niej 10 kompozycji utrzymanych w klimacie true norwegian black metal, które można porównać do takich legend sceny, jak Burzum czy Darkthrone.
Warto nadmienić, że za oprawę graficzną odpowiedzialna jest Jannicke Wiese-Hansen, która zrobiła okładkę do Eremittens Dal, Burzum i Det som engang var.

W „Dolinie Eremity” natkniemy się na zimne dźwięki rodem z północy i nic w tym dziwnego, gdyż Norwegia i jej klimat, aż przelewa się falami śnieżycy przez brzmienie tego krążka. Przykładem tego może być chociażby Holdere av fortet, gdzie mroczne cienie borealnych lasów łączą się z krzykiem Thomasa i wyciem mroźnego wiatru. Do tego ten beat, niby prymitywny, ale jednak wkręcający, trzymający w uścisku w szybszych partiach, lekko puszczający w wolnych momentach.
Lodowatym szelestem wiatru i zwichrowanym brzmieniem smyczków rozpoczyna się numer tytułowy, czyli Eremittens Dal. Klimat ten szybko przemienia się w sztandarową black kompozycję, pełną szybkiego tempa i wrzaskliwego skrzeku. Niczym lawina pruje do przodu, przytłacza masą śnieżnych riffów i mrocznych blastów.
Przejmująco i żałobnie – takie emocje towarzyszą nam w czasie słuchania Et rike i nord. Niczym orszak pogrzebowy, smętnie posuwa się do przodu. Oprócz standardowego black instrumentarium, Thomas serwuje między innymi ponure i zimne klawisze, które porażają na tyle, że można poczuć echo piękna lodowych krain północy, teraz martwych i surowych.

Wszyscy ci, którzy lubują się w takich północno-czarnych dźwiękach znajdą tu coś dla siebie. Mork kultywuje to, co zaczęło się na początku lat 90. w światku black metalu i czyni to z diabelską dokładnością oraz posępną precyzją. Dzięki takim albumom czysty, nieskalany przez mainstream black metal przetrwa i dotrze do każdego, kto tylko na to pozwoli. Eremittens Dal jest powiewem przeszłości, i jeżeli reszta dyskografii Mork jest tak samo dobra jak ten krążek, to już widzę te nieprzespane noce, w których będę upajał się dźwiękami morkowego black metalu.

Ocena 8/10

Dominik Dwornicki

Let the Metal Flow...

Latest posts by Dominik Dwornicki (see all)

Tagi: , , , , , , , , .