Mortal Whisper – “Mortal Whisper” (2016)

Heavy metalem i speed metalem nie interesuję się już od zeszłego stulecia, ale chilijski rodzynek Mortal Whisper jakoś mnie skusił i postanowiłem rozrzedzić nieco swoją blackmetalową duszę odrobiną ducha weselszego i bardziej pogodnego.

EPka Mortal Whisper to zasadniczo pierwsze wydawnictwo powstałego sześć lat temu zespołu. Kwartet z Santiago nagrał wcześniej jedno demo i jeden singiel, ale to właśnie ta płyta ma zapewnić muzykom przepustkę do sławy.

Przepustka owa to cztery żwawe kawałki, trwające w sumie nieco ponad dwadzieścia minut. Tytułowy Mortal Whisper znany był już ze wspomnianego wcześniej demo, ale chyba bardzo nielicznej publiczności.

A jaka jest sama muzyka? Typowy speed, można by powiedzieć. Czyste, piskliwe gitary gotowe do wycieczek solowych i uskuteczniania ozdobników, wychodzących znacznie poza nominalny rytm kawałków. Perkusja żwawo nabija swoje tempo, i ten duet, wspomagany przez gitarę rytmiczną i bas, tworzy całkiem ciekawe klimaty, które potrafią przyspieszyć rytm serca nawet takiego czarnego fana jak ja. Może nie są to rzeczy odkrywcze, ale całkiem zgrabnie wymyślone i nagrane. Czasem jest nieco wolniej, czasem nieco prędzej, niemniej jednak charakter muzyki i jej klimat jest łatwy do określenia a później rozpoznania. I byłoby dobrze, gdyby nie jeden zasadniczy szczegół.

Wokal. Takiej masakry dźwiękowej nie słyszałem od nie wiem jak dawna, chyba wręcz od czasów szkoły średniej. Po pierwsze, wokalista słuch sprzedał za czteropak bezalkoholowego, gdyż i tak pewnie nie był więcej wart. Do tego pieje jak kastrowany kogut, a wespół z brakiem słuchu robi to totalnie poza linią melodyczną, mozolnie budowaną przez resztę zespołu. Gdyby apokalipsę świętego Jana nagrać w konwencji speedmetalowej, tekst pewnie brzmiałby jak ten na Mortal Whisper. Na dokładkę wokalista jak nie pieje, to buczy, i po chwili człowiek sam nie wie, co było lepsze. Oczywiście są momenty mniej złe, ale Pan Jose kładzie cały album na łopatki i nic nie jest w stanie tego zmienić.

Gdyby nie partie wokalne, to album oceniłbym gdzieś w okolicach szóstki, a może nawet i nieco lepiej. Czyli że jest w tym jakiś potencjał. Musi się zmienić tylko jedno: wokalista. Bo z nim muzyka Mortal Whisper brzmi źle, albo nawet bardzo źle. Aż dziwne, że Dystopian Dogs postanowiło to wydać. Serio.

Ocena 4,0/10,0.

 

Tagi: , , , , , , , .