Myrkur „M” (2015)

Począwszy od pierwszych kroków stawianych niepewnie w 2014 na scenie black metal wokół Myrkur zdążyło narosnąć tyle kontrowersji, że trudno dzisiaj oddzielić prawdę od fałszu. Czy Amalie Bruun, amerykańska modelka duńskiego pochodzenia, przeżyła taki meltdown jak Britney Spears w 2007 roku i zapragnęła zerwać ze słodkim wizerunkiem z Ex-Cops czy może Kristoffer „Garm” Rygg wraz z kolegami z Relapse wpadł na pomysł jak tu przytulić parę euro nie jest chyba w tym wszystkim istotne. Oczywiście w black metalu najważniejsza jest szczerość i autentyczność. Ale czy chodzi tu o te wszystkie pentagramy, łańcuchy, pieszczochy, cały ten gimmick i marketing czy może bardziej o uzewnętrznianie emocji, stanu ducha i umysłu, który nie nadąża za porywem serca?

Patrząc na M z tej perspektywy trudno odmówić tym urzekającego piękna. Oczywiście nie bez znaczenia są tutaj folkowe podwaliny i ta skandynawska aura, której niepodobna podrobić w żadnym innym miejscu. Chwilami Myrkur pozwala sobie skoczyć w paszczę szaleństwa w Skøgen Skulle Dø czy Skaði, ale tych momentów na tej płycie jest zdecydowanie zbyt mało. Przeważające są czyste wokalizy co raz wspierane przez członków Det Norske Jentekor. Użycie tego świetnego chóru bywa uzasadnione, ale wielokrotnie bywa też nużące. Oczywiście Amalie potrafi śpiewać i ma interesującą barwę. Problem w tym, że M ma być płytą black metalową a nie mroczną wersją Daggers. I w tym miejscu dla mnie zaczyna się problem z Myrkur. Płyta rozpada mi się niczym domek z kart i nie potrafię już jej poskładać. To wrażenie potęguje fakt, że słuchając jej programu do końca nawet ze wspomnianym przeze mnie Skaði nie potrafię się już dłużej na tej muzyce skupić. Wydaje mi się, że zabrakło na tym krążku pomysłów na całą płytę i mimo tych ledwo 37 minut mamy sporo łatania i klejenia rożnych plam dźwiękowych z równie rożnym skutkiem. Efektem tego jest przerośnięta EPka, która podawana jako pełnograj po prostu się nie broni. Brzmieniowo też jest nierówno, bo nagle zostaję z wrażeniem, że to szaleństwo jest jednak nieco wytłumione i pozbawione ekspresji. Posłuchajcie Hævnen, które zdradza popowe korzenie Myrkur i choć początkowo przelatuje prawie niezauważone to za drugim przesłuchaniem załamuję motorykę płyty. Za dużo tu kalkulacji i kombinacji. Kłóci się to, moim zdaniem, z przekazem tekstów i tym co Myrkur mówi sama o sobie w wywiadach.

Werdykt? Na pewno M jest ciekawą propozycją ale nie jest to jednak debiut na miarę hajpu jaki nakręcony został w sieci. Warto przesłuchać, ale też chyba warto poczekać. Dopiero następny materiał, jeśli powstanie, rozwieje wszelkie wątpliwości. Oby tylko tym razem Amalie Bruun wystarczyło odwagi by tego dokonać.

Ocena: 6/10

Wydawca: Relapse Records

Moloch

Moloch

Ohyda Ammonitów, praktyk i teoretyk black metalu.
Moloch

Tagi: , , , .