Neo Noire – „Elements” (2017)

 

Szwajcarski Neo Noire serwuje słuchaczowi sentymentalną, rockową podróż do lat 90-tych. Ale album Elements wcale nie brzmi jak muzyczne odgrzewanie starych kotletów. Pewne patenty po prostu sprawdzały się dwadzieścia lat temu i wciąż zachowały swą moc. Zwłaszcza, że dzięki znakomitej, jak na niezależny zespół i małą wytwórnię produkcji Thomasa Baumgartnera – która stawia na czytelność, ale jednocześnie nie pozbawia tej muzyki siły – udało się stworzyć produkt wciąż aktualny. Tak powinien brzmieć rockowy mainstream? Tak niewątpliwie prezentował się kiedyś, a dziś to już trochę pieśń przeszłości.

Zespół nie kryje się ze swoimi inspiracjami, więc wprawne ucho nie będzie miało kłopotu rozpoznać znajomych klimatów. Już w pierwszych dźwiękach Walkers słychać lekko funkującą pulsację, typową dla Jane’s Addiction, a trochę „rozmarzony” wokal i psychodeliczny refren tylko potwierdzają słuszność tego tropu. W Save Me i Neo Noire unosi się duszna atmosfera z Alice In Chains – posuwiste gitary, harmonie wokalne, kroczące riffy pasowałyby do klasycznych dokonań wielkiej kapeli z Seattle. Trochę grunge’owych dźwięków znalazło się też w Spark, chociaż nie zabrakło tutaj miejsca na hippisowską wstawkę.

Shotgun Wedding z kolei wita na zadziorną, punkową zwrotką, choć podaną niemal z metalową mocą i przesterowanym, lekko odhumanizowanym wokalem, co z kolei przywodzi na myśl Killing Joke. Element brzmi, jakby Smashing Pumpkins (wokal i delikatny riff z początku) spotkali się na jamie z wczesnymi Radiohead (ściana dźwięku na koniec). Britpopowa szkoła połowy lat 90-tych odzywa się też w delikatnym na wstępie, choć niepokojącym w klimacie i przybierającym na sile, Home.

Neo Noire serwuje nam stosunkowo długie kompozycje (czego najlepszym przykładem jest wieńczący dzieło kawałek Infinite Secrets) i być może traci na tym moc. Wydaje mi się, że czasem dobrze zrobiłoby tym piosenkom lekkie „przycięcie”. Jeśli ktoś odniósł wrażenie, że to taki składak różnych inspiracji, trochę bez ładu i składu, to donoszę, że spójna produkcja, dobre aranżacje i pewna jasna wizja tego, co chce się osiągnąć, spajają całość. Inspiracje Szwajcarów na pewno przenoszą mnie do muzycznego świata, który wciąż jest mi bliski. Czy niektórzy mogą uznać, że zespół nie ma własnego stylu i czasem kopiuje zbyt dosłownie pewne patenty? Będą i takie głosy, ale efekt w postaci udanej płyty powinien zadowolić nawet tych wybrednych.

ocena: 7.5/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Paweł Lach

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru i power metalu, poza tym jest w stanie znieść wszystko.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , , .