Nihilosaur – „Hymn & Ruin” (2017)

Wyznaję taką zasadę, że nie słucham płyt przed ich zakupem. Po prostu, gdy jakiś album mnie zainteresuje, czy to recenzją, okładką, wywiadem itp., to kiedy nadchodzi odpowiedni moment, kupuje go, bez uprzedniego poszukiwania na youtube, bandcamp czy innych serwisach. Podobnie mam z wydawnictwami, które raz na jakiś czas red. naczelny podrzuca nam jako propozycje do recenzji. W ciemno biorę te, do których ciągnie mnie jakaś tajemnicza siła. Lubię ten dreszczyk emocji i niepewności, kiedy pierwszy raz odpalam album i zaczynam wsłuchiwać się w dźwięki na nim zawarte. No cóż, każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma. Dlaczego was tym zanudzam? Ano podobnie postąpiłem, gdy pojawiła się okazja zapoznania się ze szczecińskim Nihilosaur i trzecim albumem zespołu Hymn & Ruins, który ukazał się w na początku lipca 2017 roku. Podświadomie czułem, że to może być ciekawa muzyka. I nie pomyliłem się.

Początki zespołu przypadają na rok 2005, ale przyznam się, że wcześniej z twórczością Nihilosaur nie miałem do czynienia. Rzuciłem wprawdzie okiem na to, co o zespole mówi Metal Archives, ale już po pierwszych sekundach wiedziałem, że to ślepa uliczka, gdyż z death metalem obecne oblicze zespołu już za wiele wspólnego nie ma, a doszukiwanie się elementów hardcore’u może być sporym wyzwaniem, mimo że coś z HC w dźwiękach szczecinian można odnaleźć.

Jak jest więc muzyka Nihilosaur? Na pewno jest trudna do sklasyfikowania, łączy w sobie wpływy kilku gatunków, lekko narkotyczny a przez to kosmiczny klimat, znany chociażby z psychodelicznego rocka, spotyka się z hałasem i kakofonią charakterystyczną dla noise rocka. Czasami zabrzmi ostrzejszy, thrashowy riff, przywołujący nam myśl spuściznę Voivod. Nieraz pojawiają się motywy budujące napięcie, jak chociażby w Canto XIV. Schizofreniczne wokale popadają w skrajności od nawiedzonych zaśpiewów, poprzez stęki i jęki, po growle i histeryczne wrzaski. Nieodłącznym elementem jest pogłos położony na ścieżki wokalne, a od czasu do czasu potraktowane są one mechanicznym efektem. Cały czas w tle grzechocze bas, a gęsta perkusja zasypuje nawałem dźwięków.

Hymn & Ruin to długi materiał. Trwa ponad 72 minuty i nie jest to album łatwy w odbiorze. Wymaga od słuchacza koncentracji i wsłuchania się w nagrane na nim dźwięki. Wówczas można wychwycić kolejne niuanse, jak delikatne przestery i piski gitar w What Are You Doing after Orgy czy ekstatyczne oddechy w tle. Z jednej strony przesłuchanie całej płyty za jednym podejściem kosztowało mnie trochę wysiłku, z drugiej ten pozorny foniczny chaos i chora atmosfera muzyki Nihilosaur wciągnęły mnie na tyle, że z masochistyczną przyjemnością raz za razem wracam do tego unikalnego w swoim rodzaju materiału.

Ocena 8/10

 

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Tagi: , , , , , , , .