Nine Inch Nails – „Add Violence” (2017)

Nine Inch Nails przeszło prawdziwą rewolucję. Jedni obwiniają o to Atticussa Rossa, który stał się pełnoprawnym członkiem zespołu, inni Mariqueen Maanding Reznor – kobietę, której udało się usidlić króla gotów. Nie od dziś jednak wiadomo, że Trent uwielbiał zabawę formą, przekraczał granice i eksperymentował.

Niektóre z tych eksperymentów wychodziły mu lepiej (jak na przykład cała promocja Year Zero), inne gorzej (produkcja płyty Saula Williamsa, która finalnie brzmiała jak składanka B-side’ów NIN). Nadeszła pora na kolejny – wydawnictwa, w których za nazwą Nine Inch Nails nie kryje się już jedno nazwisko, a duet.

Add Violence (premiera 19 lipca br.) to druga część trylogii zapowiedzianej przez Reznora w zeszłym roku, wydana nakładem The Null Corporation. Sama EP zaciekawia już okładką, która – jak szybko się okazało – ma mnóstwo ukrytych odniesień do świata Year Zero.

Całość zaczyna się dosyć niepozornie, lekkim, ale bardzo „ninowym” kawałkiem. Trochę rozczarowuje płytki tekst samej piosenki, jednak podejrzewam, że to właśnie dzięki prostemu i całkiem chwytliwemu refrenowi „So what are you waiting for/you’ve got what you asked for”, Less Than zostało singlem promującym Add Violence.

Drugi utwór to zupełnie inna strona NIN, zdecydowanie ta lepsza. Charakterystyczna mieszanina pojedynczych dźwięków i zabawa wokalem kojarzy się z najlepszymi wydawnictwami Reznora. Dalej jest równie dobrze. Spokojny, powoli snujący się This Isn’t The Place, z fortepianem prowadzącym całą kompozycję i delikatnymi chórkami Trenta, które płynnie zamieniają się w ścianę dźwięku.

W Not Any More przypomniane nam zostaje, że Nine Inch Nails to nie tylko spokojne ballady. Zostajemy zaatakowani trzaskami i krzykami Reznora – utwór dosyć niewygodny, żeby nie powiedzieć męczący. W momencie, kiedy masz już dość i chcesz kliknąć dalej, kawałek się urywa i docieramy do najlepszej kompozycji na EP, The Background World. Warto było się przemęczyć, żeby do niego dojść. Rozwija się bardzo leniwie, stając się coraz większym chaosem i kakofonią, albo – jak ujął to sam autor – autodestrukcją.

Całość Add Violence jest dosyć nierówna. Reznor przedstawia znane fanom patenty i czerpie garściami ze swojego dorobku. Mamy trochę odniesień do The Downward Spiral, The Fragile czy With Teeth. W teorii wszystko jest okej. W końcu jest to artysta, który potrafi nagrywać naprawdę genialne rzeczy. Jednak w tym wszystkim brakuje większych emocji, w głosie Trenta nie słychać już tej rozrywającej rozpaczy, teksty nie są osobiste. Całość to po prostu chłodno skalkulowany algorytm, z idealnie wyważoną ilością hałasu, fortepianu, melorecytacji i przystępnych refrenów.

Trent Reznor jest już kompletnie innym artystą niż był w 1994 roku. Nie da się tego ukryć, ale czy da się z tym pogodzić?

Ocena: 6,5/10

 

Agata Hudomięt
Agata Hudomięt

Latest posts by Agata Hudomięt (see all)

Tagi: , , , .