Nokturnal Mortum – “Verity” (2017)

“Nie ma lipy” – powiedziałby Robert Burneika, gdyby włączył w swoim odtwarzaczu najnowsze wydawnictwo ukraińskiego Nokturnal Mortum. Ale nie włączy, gdyż zapewne nie słucha takiej muzyki, jest Litwinem a nie Ukraińcem, i pewnie nie zadziała instynkt patriotyczny. W związku z powyższym płytę włączam ja!

Po kapeli tego formatu ciężko było spodziewać się czegoś innego niż „album dobry” lub „bardzo dobry”. W końcu ponad dwie dekady na scenach, siedem pełnowymiarowych albumów i kilkanaście EPek i kompilacji robią swoje. A do tego symfoniczno-folkowy black metal to gatunek, który ostatnimi czasy wpada w ucho wielu fanom muzyki nieco cięższej.

I faktycznie album to mieszanka black i folk metalu. Symfoniki jest nieco mniej, ale i tak całość jest na tyle melodyjna i łatwa w odbiorze, że jeszcze jeden kwiatek do kożucha mógłby wprowadzić zbyt dużo zamieszania.

Muzyka Nokturnal Mortum opiera się na nieprędkiej perkusji, bardzo melodyjnych gitarach, folkowych piszczałkach i brzęczydełkach, oraz oczywiście na sążnistym growlu. Od czasu do czasu zdarzają się także męskie, „czyste” chórki. Klawisze na tym albumie nie pełnią tej symfonicznej funkcji, jaką znamy na ten przykład z monumentalnych wstawek w The Serpentine Offering Dimmu Borgir, ciężko jednak winić za taki styl muzyków z Ukrainy. Za to jak na folk przystało, poza wspomnianymi instrumentami zarezerwowanymi wyłącznie dla kapel pokroju Eluveitie, mamy motywy zwierzęce (wilcze zawodzenie w utworze nr 6) i etniczne oraz tradycyjne (utwór otwierający album, bardzo ciekawy kawałek nr 3 i wspomniany Wolfish Berries). Na szczęście ani przez jeden dźwięk Nokturnal Mortum nie ociera się o folkowy kicz, który prześladuje od dłuższego czasu nie tylko metalową scenę muzyczną. Nawet pomimo tego, że w utworze dziewiątym Panowie śpiewają nieco o swojej Ukrainie. Z płyty wyróżnia się także kawałek ostatni. Jest wyłącznie instrumentalny i bardzo, ale to bardzo przyjemny. To właśnie ten utwór (wespół z klimatycznym With Chort in My Bosom, którego druga połowa to odwołanie wprost do ludowej muzyki ukraińskiej) przypadł do gustu najbardziej. A to dlatego, że właśnie te dwa kawałki są na płycie najbardziej rozpoznawalne.

No właśnie. I oto docieramy do sedna zagadnienia. Dwanaście dość długich kawałków (Verity trwa aż pięć kwadransów), wygranych i wyśpiewanych w jednym stylu, to jednak troszkę za dużo jak dla przeciętnego zjadacza nieco szybszych rytmów. Nawet jeśli muzyka ta jest naprawdę bez zarzutu. Dlatego też płytę tę polecam gorąco jedynie fanom folk metalu. Wszystkim innym zalecam słuchanie jej przy równoczesnym wykonywaniu innych czynności życiowych.

 

Ocena 7,5/10,0.

 

Latest posts by Maciek Masta (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .