Nordland – „European Paganism” (2017)

Pochodzący z północnej Anglii Nordland (geneza nazwy chyba nasuwa się sama) jest kolejnym jednoosobowym projektem, jaki miałem przyjemność poznać ostatnimi czasy. Nie jest to twór nowy, gdyż powstał w 2010 roku, a w swojej dyskografii ma już cztery duże wydawnictwa, z których ostatnim jest European Paganism. Album ukazał się 25 marca tego roku nakładem niezmordowanej Satanath Records w kooperacji z More Hate Production.

European Paganism jest na swój sposób wyjątkowym wydawnictwem. Album trwa 42 minuty i składa się z zaledwie trzech utworów. Otwierający płytę The Mountain trwa aż 27 minut. Jest to monumentalna kompozycja, w której black metal przeplata się z dźwiękami inspirowanymi rockiem progresywnym z lat 70. Majestatyczny obraz tytułowej góry i mistyczny klimat kawałka budowany jest wyłącznie poprzez umiejętnie zaaranżowane gitary i partie perkusji. Chłodne black metalowe riffy poprzeplatane są melodyjnymi, epickimi solówkami. Zmienne tempo buduje w wyobraźni zarówno sceny mozolnej pielgrzymki na jakiś szczyt, jak i gwałtownego załamania pogody – prawie da się odczuć wiejący w oczy wiatr czy zacinający deszcz, by potem znaleźć się na w trakcie odbywającego się rytuału na rzeczonej górze. Kolejny utwór Burning Idols jest muzyczną kontynuacją poprzedniego, chociaż trwa „zaledwie”  9 minut. Ponownie szybsze partie przerywane są wolniejszymi fragmentami i wplecionymi pomiędzy nie nastrojowymi solówkami. Na podobnych patentach opiera się zamykający płytę Rites At Dawn. To podobieństwo w konstrukcji utworów nie dziwi, ponieważ ten album jest tworem koncepcyjnym, obracającym się wokół pogańskich tradycji Europy, i mającym przypomnieć o zapomnianych duchach kontynentu.

Przyznam się, że widząc adnotacje pod tytułem pogański black metal, podchodziłem do European Paganism z pewną rezerwą. Tymczasem propozycja Nordland pozytywnie mnie zaskoczyła. W dobry nastrój wprowadził mnie już początek The Mountain, w którym słychać wpływy Bathory. Podobają mi się harmonijne, dźwięczne riffy skomponowane przez Vorha oraz fakt, że cały klimat jest zbudowany bez zagrania ani jednego dźwięku na klawiszach.

Ocena 7,5/10

 

 

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Tagi: , , , , , , , , .