Northern Plague – „Scorn The Idle” (2017)

Na nowy album Northen Plague zatytułowany Scorn the Idle przyszło nam czekać aż 3,5 roku (premiera 28.07.2017). Chociaż pierwotnie materiał miał wyjść jesienią ubiegłego roku, sumarycznie ta półroczna obsuwa jednak się opłaciła.

Zespół nie był zadowolony z finalnego brzmienia i szukał tego właściwego, najlepszego. I  z miejsca oceniam, że się udało. Brzmienie jest na wysokim, śmiem twierdzić  światowym poziomie. Selektywne, ale nie przesadnie wypieszczone, potężne i soczyste. Tak więc, na wstępie należą się gromkie brawa dla Heńka i Malty.

Zawartość.
Na bardzo ładnie wydanym digipaku znajdujemy 9 kawałków o łącznym czasie trwania 41 minut, osadzone w black i death metalowej stylistyce.
Muszę przyznać, że kompozycyjnie utwory są doskonale skonstruowane. Cała płyta przelatuje szybko, nie ma mowy o żadnym znużeniu podczas odsłuchu. Gitarowe riffy dosłownie tną niczym dobrze naostrzona siekiera, a perkusja wybijając rytm, napędza całą motorykę. Bardzo dobrym i urozmaiconym zabiegiem są liczne zmiany tempa, które pokazują, ile się dzieje w samej muzyce. Genialnie słychać to w najlepszym moim zdaniem kawałku Rites of the Devourer, który od samego początku dosłownie zabija. Galopująca perka wraz z nieustępującymi jej partiami gitar kapitalnie współgra, a solówka, która wchodzi w 1:09 to istne tornado. Riff przewodni po prostu wbija się w głowę i nie chce z niej wyjść! Dalej, Crown for Fools jest zdecydowanie spokojniejszym utworem, ale oczywiście są momenty gdzie Panowie potrafią „przymłócić”. Wycofane wokale pod koniec utworu nadają mu specyficznego klimatu.
The Day After to w moim odczuciu świetny przerywnik na płycie – niewiele ponad 4 minutowa ballada, którą życzyłbym sobie usłyszeć na końcu koncertu. Ciężka, monumentalna kompozycja ze świetnym(znowu!), gitarowym pomysłem. Muszę wspomnieć o Vainglory Altar, bo to kolejny muzyczny cios. Na początku oszałamia z impetem, by potem zwolnić i uderzyć ponownie. Workphetamine typuję na kolejny koncertowy masakrator, już widzę to piekło pod sceną. Następnie czeka nas zgoła inny klimat. Drowned to wolny, dobijający utwór, niemal w funeral doom metalowym stylu. Płytę zamyka Prison of Forms, który jest fenomenalnym podsumowaniem całego krążka, bowiem możemy tutaj znaleźć cały przekrój esencji Northen Plague: wolne tempa, szybką perkusję, przez którą płynie gitarowy riff z chwytliwym motywem, no i zmiany tempa które niesamowicie urozmaicają tą 7 minutową kompozycję.

Muzyka, a liryki.

Już sam tytuł podpowiada, że Panowie nie śpiewają o rzeczach kolorowych. Scorn the Idle, czyli „pogarda bezczynnych”, to opowieść o szarości życia i bardzo częstej pogoni za pieniądzem, ale i z drugiej strony słowa krytykują tych, którzy narzekają, szukając wymówek, a faktycznie niewiele robią, aby zmienić stan obecny. Nad tekstami zdecydowanie warto się zatrzymać i poddać je swojej własnej interpretacji.

Podsumowanie.
Staram się znaleźć jakąś słabą stronę Scorn the Idle i nie jestem w stanie takowej wskazać. Ta płyta po prostu nie ma słabych punktów. Chociaż jak już mogę powybrzydzać, to powiem, że z chęcią na płycie usłyszałbym więcej tych „żrących” utworów przywołując Rites of the Devourer, Vainglory Altar oraz Workphetamine. W całokształcie mamy tu do czynienia z zarówno melodyjnymi partiami, bezkompromisowym, szybkim death metalowym graniem jak i wolniejszymi partiami, które niesamowicie niosą. Już wiem, że krążek wyląduje w moim podsumowaniu 2017 roku. Nowe wydawnictwo Northern Plague „weszło mi” jak przysłowiowy „noż w masło”, a na półce postawię ją wyżej od tegorocznych dokonań zespołów Hate i Decapitated.  

Ocena: 10/10

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .