Osculum Infame – “Axis of Blood” (2017)

W czasach, w których co kilka minut ukazuje się nowa płyta, wszyscy gonią za premierami jak szaleńcy, zachwycają się nowinkami, by po godzinie wsadzić je ad acta i zająć się kolejną świeżynką, warto czasem przystanąć i popatrzeć za siebie. Ja tak robię niezmiernie często.

Tym razem dokopałem się do albumu, który nie jest ani nowy, ani stary. Jest natomiast krążkiem zdecydowanie niedocenionym, i choćby z tego powodu warto o nim napomknąć.

Francuski Osculum Inframe to tercet, który pomimo prawie dwudziestu pięciu lat działalności wydał jedynie trzy EPki oraz dwa krążki długogrające. A ostatni z nich o nazwie Axis of Blood w roku 2015, w pięciuset egzemplarzach, nakładem Battlesk’rs Productions, żeby być dokładnym.

Album to prawie godzina grania zbudowana na jedenastu utworach, czyli dość syta dawka black metalu.

Po żadnym tercecie nie można spodziewać się jakichś wysublimowanych aranży czy bogatego spektrum instrumentów. Tak jest i tym razem. Najprostszy zestaw młodego metalowca oparty na dość wyraźnej, przestrzennej i niezbyt szybkiej perkusji. Do tego lekko przesterowana gitara i klasycznie schowany z tyłu bas. Bez fajerwerków. Okrasą tego zestawu jest klasyczny jak dla tego gatunku wokal.

Poszczególne utwory również nie są ani prędkie, ani wolne, ani mocarne, ani delikatne. Ot, poprawnie zbudowane, poprawnie odegrane i poprawne w odbiorze. Generalizując, nie ma też na płycie zmian tempa, nastroju czy struktury poszczególnych kawałków. Taka dobra, równa gra.

Axis of Blood to według mnie taki album „do posłuchania” i tyle. Słucha się go zresztą całkiem przyjemnie. Oczywiście na tyle przyjemnie, na ile przyjemny może być w ogóle black metal. A siląc się na inny oksymoron, mógłbym powiedzieć, że to dobry black metal. I kropka.

Ocena 7,0/10,0.

 

Tagi: , , , , , , , .