Paragon – „Hell Beyond Hell” (2016)

Kiedy pocztą przychodzi do mnie sterta płyt przeznaczonych do recenzji, zwykle rzucam pobieżnie na nie uchem, by wybrać te, które już na wstępie wzbudzają we mnie jakieś emocje – czy to pozytywne, czy wręcz przeciwnie. O takich albumach pisać najłatwiej, więc często idą na pierwszy ogień recenzenckich zmagań. Przyznam się, że skrzywdziłem trochę Paragon, bo po pierwszym przesłuchaniu stwierdziłem, że to rzecz z tych mniej ciekawych – po prostu klasyczny, mocny i szybki heavy metal, jakiego na świecie wiele i niczym się nie wyróżniający. Płytka wylądowała zatem gdzieś na dnie sterty czekających na zrecenzowanie pozycji.

A tu moje pierwsze sądy okazały się niesłuszne i pochopne, bo album Hell Beyond Hell po każdym kolejnym kontakcie odkrywał przede mną więcej siły i uroku. Niemcy działają na scenie od samego zarania lat 90. (pierwsze demo nagrali w 1992 roku, a debiutancką EP-kę wydali w 1994) i słychać, że wiele zaczerpnęli z klasyki tamtejszej sceny, której wciąż oddają hołd. Większość kawałków to szybki, energiczny heavy metal, oparty na nienagannym instrumentalnym rzemiośle, solidnej sekcji, żwawych riffach wypuszczanych spod palców Martina Christiana i Jana Bertrama oraz solidnym wokalu Andreasa Babuschkina, który potrafi śpiewać melodyjnie, wydrzeć się, modulować swój głos, wpaść w wysokie rejestry. Mówiąc krótko – wszystko jest tu na swoim miejscu!

Zwrotki mkną do przodu z wielką siłą i wypadałoby by powiedzieć, że jest w nich sporo thrashowego zacięcia (posłuchajcie riffów w Rising Forces czy Buried in Blood). Dla urozmaicenia kawałek tytułowy brzmi bardziej klasycznie, hardrockowo wręcz, co może kojarzyć się z Saxon. Wielką siłą płyty Hell Beyond Hell jest dobrze rozumiana chwytliwość, słyszalna zwłaszcza w chóralnych, wpadających w ucho refrenach, gdzie odzywa się power metalowa epickość – przy takich refrenach ja te w Meat Train albo Hypnotized, aż chce się schwycić w dłoń kufel i zaśpiewać razem z metalowymi ziomalami.

Słucham tej płyty w formacie CD, ale tracklista jest wybitnie „winylowa”, to znaczy można kawałki podzielić idealnie na dwie części – trzy krótsze i szybsze na każdą stronę oraz po jednym, bardziej rozbudowanym na ich koniec. I tak stroną „A” wieńczy utwór Heart of the Black, który rozpoczyna się od akustycznych dźwięków gitary, a potem miesza wiele motywów i riffów, raz mocniejszych, raz bardziej klimatycznych. Jeszcze większe wrażenie robi zamykająca płytę kompozycja Devil’s Waitingroom. Mamy to trochę wzniosłych, nastrojowych klawiszy w tle, naprawdę mogący się podobać gitarowy, melodyjny motyw, mroczną część z „diabelskim” wokalem, skrzące się od energii sola. Świetna rzecz!

Jeśli jesteście maniakami heavy metalowego grania w starym dobrym stylu, ale nie bocie się miejscami speed/thrash metalowej mocy, koniecznie musicie sprawdzić płytę Hell Beyond Hell. Niemiecka scena tego typu zespołami silna, a Paragon potwierdza tylko jej renomę.

Ocena: 8/10

Paragon na Facebooku: https://www.facebook.com/paragonmetal/

Paweł Lach

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru i power metalu, poza tym jest w stanie znieść wszystko.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , , .