Putrid Womb – „Propensity For Violence” (2017)

Kolczasto-nieczytelny logos, brzydkie słowa w nazwie i tytule, negliż i puzzle z kobiety na okładce: dość łatwo zorientować się, co takiego gra Putrid Womb. Teksański skład, wierny lokalnemu patriotyzmowi nakazującemu pewien stopień niediagnozowanego jeszcze odchyłu, zdecydował się na slamming brutal death metal. I to w sumie większość tego, co można powiedzieć o tej płycie.

Propensity For Violence to ich debiut pod obecnym szyldem. Wcześniej praktycznie ten sam skład strugał black metal w równie nieznanym Nokturnal Nekromancy. Czy przebranżowienie się wyszło na dobre, nie wiem, nie mam porównania z wcześniejszym materiałem. Biorąc jednak pod uwagę te dziewięć numerów/trzydzieści minut zawarte tutaj, nie przypuszczałbym. Wydaniem zajęło się nieustające w swych wahaniach jakościowych Rotten Music.

Putrid Womb gra slam. Taki najprostszy, standardowy slam. Teoretycznie brutalny i dziki, w praktyce pusty. Muzycznie brzmi wyjątkowo prostacko. Przez cały odsłuch trafiły się może trzy riffy, których nie skwitowałem ziewnięciem i poczuciem wtórności. A jeżeli już się pojawiły, to i dość szybko gasły na rzecz „ciężkich i agresywnych” hammerów, jakie każdy z was mógłby w przeciągu piętnastu sekund stworzyć. Nie narzekałbym na prostotę, gdyby miała sens, gdyby niosła ze sobą jakąkolwiek brutalność, ale tego też tu nie ma. Większość numerów brzmi jak tworzona na siłę i bez celu. Ot, trzy-cztery motywy jakoś ze sobą sklejone, żeby nie bolało.

Większość płyty mija naprawdę niezauważalnie. Intro nieśmiało stara się zmiksować death metal pokroju Obituary z brutalniejszą odmianą śmierci, niemniej stworzenie trzyminutowego numeru z dwóch prostych motywów to strzał w stopę. Jeżeli już wspominamy o Obituary, po drodze pojawia się cover By The Light, ale w sumie równie dobrze mógłby się nie pojawić. Poza tym mogę wymienić jeszcze Vaginal Evisceration, w którym umieszczono breakdown i nie brzmi, jak reszta i Perpetual Punishment za szybkie intro. Cała reszta jest wyjątkowo przeciętna, nie wywołuje żadnych odczuć, jakbyś zupełnie niczego nie słuchał. Pytacie, czy na Propensity For Violence jest choć jedna rzecz, która mi się spodobała? No więc jest. Sampel otwierający Ceaseless Ejaculation ma w sobie chory, wyjątkowo głupi rodzaj humoru, przy którym szczerze się uśmiechnąłem. Najlepsze siedem sekund nagrania.

Poza tym nie warto tu zaglądać. Putrid Womb zrobiło krążek boleśnie nijaki, który do świadomości może się przebić co najwyżej trochę bardziej niż zwykle szokującą okładką. Ani to brzmi ani buja.

Putrid Womb na Facebooku

Ocena: 5/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , .