Ravenous – „Book of Covetous Souls” (2017)

Gdzie oni się ukrywali przez te wszystkie lata? Austriacka thrash metalowa formacja Ravenous wjechała ponownie ze swoim jedynym albumem z 1991 roku, Book of Covetous Souls, wydanym nakładem Via Nocturna. Wcale nie jest to natomiast odgrzewany kotlet, a raczej nostalgiczna podróż do przeszłości, która niekoniecznie jest znana szerokiemu gronu odbiorców.

Grupa Ravenous nie może pochwalić się bogatą historią. Wydała tylko jeden album, przez dwadzieścia lat w ogóle nie istniała, a gdy już wróciła w 2014 roku z odświeżonym składem, to nadal nowego materiału ni widu ni słychu. Natomiast krążek, który ukazał się na początku lat dziewięćdziesiątych znów wybrzmiewa z głośników. Jakie wrażenie wywarł wtedy na publice? Prawdę mówiąc, to nawet nie ma znaczenia. Patrząc dziś przez pryzmat tych wszystkich lat, można spojrzeć na stary album innym okiem. Okazuje się, że nie jest to zły materiał.

Już od riffu otwierającego Extreme Corruption, mamy do czynienia z surowym, mocnym i brudnym brzmieniem. Od samego początku dostajemy uderzenie porządnie dopracowanego thrashu. Ten numer, podobnie jak kilka innych, ociera się bardziej o gatunek technicznego thrashu, który kojarzymy przykładowo z kapelami Coroner czy Vektor. Tutaj dzieją się rzeczy niewiarygodne – solo, które orze przez ten wałek to kosmiczny cios. Po takim wstępie może być tylko lepiej. Następnie wchodzi Brutalistic Terror – o panie, co tu się dzieje. Intro tego numeru nie zapowiada miazgi, która następuje po parudziesięciu sekundach. Trochę tak, jakby skrzyżować melodykę Death Angel z ostrością Venom i dołożyć szwajcarską precyzję Coronera. Z pewnością jest to jeden z najlepszych numerów na tym krążku. W Welcome Terrible Austriacy czerpią nawet nieco z Judas Priest, ale z dużym zaangażowaniem ciągną temat do przodu, utrzymując szybkie tempo i klasyczne thrashowe przejścia. W całości jest to album bardzo mocno zakorzeniony w amerykańskim thrashu z Bay Area, choć można doszukiwać się również inspiracji niemieckimi klasykami. Pomimo powstania w innej dekadzie, tak naprawdę Book of Covetous Souls przenosi nas do drugiej połowy lat osiemdziesiątych. Ta płyta to miks różnych elementów, które przywodzą na myśl wczesne dokonania Sepultury, Destruction, czy też Metalliki. Z tą jedną różnicą, że Ravenous osiągnęli tam inne brzmienie.

Patrząc wstecz, nie jest to odkrywczy album, a szczerze powiedziawszy nie miał on raczej prawa zrewolucjonizować thrashowej sceny muzycznej, która w 1991 i tak przeżywała głęboki kryzys, ustępując miejsca death i black metalowi. Krążek Ravenous jest czymś w rodzaju ostatniego tchnienia old schoolowego thrashu, przynajmniej patrząc na rok powstania płyty. Dziś można ją nazwać podziemnym klasykiem, grupa nie osiągnęła nigdy sukcesu medialnego, pytanie też, czy w Austrii grupa jej zwolenników jest duża.

Druga połowa Book of Covetous Souls nie jest równie wciągająca, co jej pierwsze numery. Kompozycje są stabilne, dobrze przemyślane i wyprodukowane, ale brakuje im polotu, który pojawia się na początku krążka. Jest tam na przykład zabawny numer Thrashrock, który jest mocniejszym podejściem do rock’n’rolla. Brzmi niezwykle groteskowo, ale w tych żartach brakuje jakoś luzu i polotu. Ten album po prostu ma swoje dobre i kiepskie momenty lecz szala kultowości tego materiału przechyla się raczej na korzyść austriackiej grupy.

Ostateczny werdykt jest następujący: po krążek Ravenous trzeba koniecznie sięgnąć. Szczególnie, jeśli ma się ochotę na nostalgiczną podróż po klasycznym tharshowym graniu. Bo ani to album odkrywczy, ani pozostający na długo w pamięci – co wcale nie oznacza, że brak mu mocy i konkretnego uderzenia! Wyjątkowo przyjemnie słucha się tego krążka wtedy, gdy spojrzymy na kondycję thrash metalu w 1991 roku. Moim zdaniem Austriacy spóźnili się o kilka lat. Gdyby podobny krążek wydali około 1988 roku, gdy zaczynali grać, to być może dziś byliby rozpoznawalni na równi z Kreator i Sodom. A tak pozostaje druga liga, ale za to awangarda tejże ligi.

 

Ocena: 7.5/10  

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .