Rienaus – “Saatanalle” (2017)

Skandynawia black metalem stała od dawna. Tym prawdziwym, mięsistym, odartym z pstrokatych fatałaszków, szminek, pudrów i dezodorantów. I choć od czasów A Blaze in the Northern Sky minęło już dobre kilkadziesiąt lat, i cały świat (również ten metalowy) poszedł mocno do przodu, w takiej na przykład Finlandii wciąż wyłowić można te pierwotne, naturalnie czyste dźwięki niczym z czasów, kiedy mój kolega przyniósł do szkoły pierwszą kasetę Burzum.

Weźmy na przykład taki Rienaus i ich ostatni album o jakże sugestywnej nazwie Saatanalle. Krążek wydany przez fiński label (nomen omen) KVLT to kawałek naprawdę dobrze zrobionego materiału. Siedem zwartych utworów o łącznym czasie grania poniżej czterdziestu minut wskazują wyraźnie, że Panowie włosa na czworo nie dzielą. I faktycznie w żadnym z siedmiu utworów nie ma miejsca na nastrojowe, melancholijne rzewności, wygrywane na klawiszach czy skrzypcach. No dobra, klawisze (a raczej organy) występują w jednym krótkim utworze Välisoitto, ale więcej tu cmentarno-kościelnej grozy niż prostackich rytmów. Nie ma również mowy o dość chodliwym ostatnio nurcie folk, w którym skrzypce zastępuje się gęślami, gitarę – banjo, a w miejsce organów wchodzi ustna harmonijka.

Niemniej jednak pomimo faktu, że surowe klimaty wylewają się z głośników od pierwszego do ostatniego kawałka, Panowie nie zapomnieli o tym, że muzyka to przede wszystkim melodia. W każdym kawałku mamy więc jakiś motyw przewodni, utwory są spójne i poukładane w bardzo logiczny sposób, a zmiany tempa nie powodują objawów schizofrenii. Sekcja rytmiczna może nie powala prędkością, ale na szczęście ktoś tam zauważył, że to nie wyścigi i pracę pałkera dobrał idealnie. Linie gitar ugładzają całość aranżacji, jednak z umiarem i pazur w ich melodyce słychać na pierwszy rzut ucha. Wisienką na torcie jest oczywiście bardzo mocny i growlujący wokal, który brutalnie i ostro wyrzyguje swoje kwestie. I gdyby nie fakt, że w kilku miejscach tempo i ciężar utworów niebezpiecznie zbliżają się do tabliczki „doom”, (jak choćby w przedostatnim Kehoonsa Kahlittu czy na początku  Kuolleen Jumalan Silmien Alla), to album byłby chyba doskonały.

Rienaus to idealna pozycja dla tych, którzy nie mieli przyjemności wychowywania się na Furii, Solstafirze czy Alcescie zgranych do smartfona czy na „flaki”. Saatanalle to idealna pozycja dla tych, którzy z mozołem na elektronicznych giełdach wygrzebywali kasety sygnowane przez Euronymusa lub Varga Vikernessa.

Ocena 8,5/10,0.

 

Tagi: , , , , , , .