Ropień – „Początek Końca Świata” (2017)

Niech nikogo nie zmyli okładka, recenzowana płyta nie ma nic wspólnego z dyskografią QOTSA, choć może budzić takie skojarzenie. Tym razem to nasz rodzimy Ropień i ich najnowsze dziecko, album zatytułowany Początek Końca Świata. Gdyńska formacja, która poszukuje własnego stylu na pograniczu punk rocka, zimnej fali i death metalu, montuje ze sobą dźwięki od 2013 roku i robi to cholernie dobrze.

Początek Końca Świata to piętnaście krótkich utworów, z których najdłuższemu brakuje sekundy do trzech minut. Jak się jednak okazuje, dziewięćdziesiąt sekund w zupełności może wystarczyć, by przekazać kwintesencje tego, co ma się do powiedzenia. Muzycy w swoich tekstach przekazują prawdziwie apokaliptyczne wizje świata, którego tematycznie osnute są wokół horroru i dystopijnych wizji. Warstwa liryczna jest jednak bardzo zabawna. Kawałki takie jak Inwazja Porywaczy Ciał, albo Mewy to czarny humor w najlepszym wydaniu. W tym samym czasie grupa równo jedzie z mocnym muzycznym uderzeniem. Muzycy sami o sobie piszą, że łączą punka z wczesnym death metalem, choć większość numerów na Początku Końca Świata brzmi jak polska nowa fala z lat osiemdziesiątych wzmocniona przesterami i mocnym gościnnym wokalem Gumy z grupy Cerebrum. Pójście tą drogą to naprawdę udany eksepryment.

Materiał zarejestrowany na najnowszym placku Ropnia to też ukłon ku prekursorom polskiego punka, choć bliżej mu do twórczości 1984 lub Siekiery, niż Brygady Kryzys czy Armii. Album cechuje prostota, w której znajduje się klucz do gatunku i jemu pokrewnych. Wyniesienie tej surowości na nowy, bardziej metalowy poziom powoduje, że Ropień tworzy własne standardy ponad gatunkowymi podziałami. Najlepszym tego przykładem może być utwór Północny Patrol, zimny i mroczny utwór, oparty na prostym riffie, który przełamywany jest mocniejszym uderzeniem gitar.

Początek Końca Świata to pozytywne zaskoczenie. Nie przypuszczałem, że krążek ten zrobi na mnie aż tak dobre wrażenie. Świeże podejście do tematu powoduje, że Ropień smakuje niczym tatar z wódeczką. Niby surowo, a jednak kopie. Ciekawe, co przyszłość przyniesie temu kwartetowi z Gdyni. Oby same udane koncerty i kolejne przełamujące standardy płyty.

OCENA: 8/10

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .