Saltus – “Opowieści z Przeszłości” (2017)

Saltus to stołeczny band uprawiający coś, co na mój gust mieści się idealnie w trzech słowach: pogański black metal. I choć w metalowej encyklopedii muzyka warszawskiego tercetu została określona jako black / death, to ja nie dam się omamić. To pogaństwo jak wół, jak malowanie, jak… amen.

I choć ja zetknąłem się z tą formacją dopiero dwa lata temu przy okazji wydanej przez nich kompilacji W Imię Bogów, to zespół swoje pierwsze kroki stawiał na scenie w czasach, w których Thy Worshiper nagrywał swój genialny debiut Popiół, Perunwit był już sławny za sprawą płyty W Kręgu Dębów a GravelandGraveland nigdy nie słuchałem. A warszawiacy jakoś mi umknęli.

Opowieści z Przeszłości to dzieło krótkometrażowe, zbudowane z pięciu utworów, trwających łącznie zaledwie 21 minut. Wbrew pozorom nie jest to jednak mało, gdyż muzyka jest dość zróżnicowana, jeśli chodzi o klimaty i tempo. Trzon za każdym razem oczywiście stanowi perkusja o parametrach i skuteczności kałasznikowa (prosto, ale niezawodnie), do tego melodyjna gitara i growlujący nieznacznie wokal. A w ten solidny stelaż powplatane zostały zwiewne i lekkie jak jedwabna szata, oparte na akustycznych instrumentach liryczne deklamacje i zaśpiewy. I byłaby ta cała konstrukcja idealna, gdyby nie jeden mały szkopuł. Partie wokalne często wykrzykiwane są obok linii melodycznej i nie do końca związane (kompozycyjnie) z utworem (Czyny i Wola, Czas Zemsty, Duch Ciemnych Borów). Czyni to wokal bardziej punkowym lub deathowym niż blackowym. I według mnie przez ten poprawny skądinąd zabieg cały piękny klimat płyty nieco traci na swoim blasku. A szkoda.

Dwa ostatnie utwory to balladowy w całości Wierni Starej Tradycji i nieco bardziej folkowy (skrzypce i damski wokal) U Mojej Matecki, przywołujący na myśl dokonania na przykład Percivala. Dodam, że pomimo wolnego tempa kawałki są niezmiernie urokliwe.

W przeciwieństwie do wydanej przez Via Nocturnę wspomnianej przez mnie kompilacji, najnowsza EPka ujrzała światło dzienne dzięki mało znanej wytwórni Battle Hymns Productions. I całkiem udany jest to wice-debiut warszawskiej wytwórni. Mam nadzieję, że za EPką, jak strzała za krzyżowcem, poleci kolejny (trzeci) album pełnowymiarowy. Ja będę czekał…

Ocena 7,5/10,0.

 

Tagi: , , , , , , , .