Sauron – “Conquest Through Attrition” (2016)

Na wieść o tym, że dostanę do recenzowania płytę Sauron aż zjeżyłem brwi z zaciekawienia. Po pierwsze, znam ze trzy Saurony, a wśród nich nawet jeden z Polski. I tak myślałem, że do recenzowania wpadnie mi właśnie rodzimy album. A tu bach – Sauron ze Stanów Zjednoczonych. I to jeszcze (idąc za encyklopedią) grający coś na granicy thrashu i blacku. No nic, pomyślałem. Weźmy i tego byka za rogi.

Sauron – że się tak wyrażę – przedmiotowy powstał już chwilęnaście lat temu, ale albumy pełnowymiarowe wydał do tej pory trzy. Conquest Through Attrition jest moim pierwszym spotkaniem z tym bandem. Rzetelność dziennikarska każe mi dodać, że płyta ujrzała światło dzienne dzięki niewielkiej amerykańskiej wytwórni Dystopian Dogs. Za to wydana ona została zarówno w wersji srebrnokrążkowej, jak i kasetowej.

Siedem utworów, trwających nieco ponad pół godziny, to niewiele jak na pełnometrażowy album. Ale thrashem pachnie już od pierwszych minut. Takie trochę Turbo ze środkowego okresu swojej działalności. A ja nawet słyszę starego poczciwego Slayera. Za to Mayhem czy Emperora ani ani. Szybkie, techniczne granie, nabijająca tempo perkusja, solówki techniczne do kwadratu i ani cienia czarnego klimatu, no, może gdzieś w okolicy ostatniego utworu Conquest Through Attrition czy partiami na początku albumu. Ale to tylko momenty, które nie zmieniają odbioru płyty, dodają mu natomiast pewnego rodzaju pożądanej pikanterii. Reszta kawałków wygrana jest w jednym i tym samym miarowym szybkim tempie, trochę na jedno kopyto. Nie zrozumcie mnie jednak źle – zdecydowanie nie jest to album monotonny. Wokal natomiast przez te pół godziny zmienia się bardzo. Miejscami (w zasadniczej części albumu) brzmi jak Grzegorz Kupczyk z czasów Ostatniego Wojownika. A czasem growl jest bardziej techniczny i mniej w nim melodii. Frontman to bezwzględnie najbardziej blackowy składnik tej dźwiękowej mieszanki.

Mnie najbardziej przypadły do gustu akurat dwa utwory brzegowe. To właśnie Blood for the Savage Blade i ostatni utwór tytułowy najbardziej siedzą w klimatach blackowych. Tym samym album polecam raczej zwolennikom thrashu starej daty, bo to oni oceniliby ten krążek zdecydowanie wyżej. Jeśli ktoś oczekuje natomiast po Sauronie epickiego black metalu, to srogo się zawiedzie.

Ocena 6,0/10,0.

 

Tagi: , , , , , , , .