Sectasys – „Brotherhood Of Chaos” (2016)

Sectasys pochodzi z nadmorskiej części Wenezueli. Geograficznie zatem sprawa wygląda egzotycznie, ale biorąc pod uwagę muzykę, to klimatem bliżej płycie Brotherhood Of Chaos do skutej lodami Skandynawii, niż gorących kurortów Ameryki Łacińskiej. Zresztą o tym, że Latynosi znają się na swojej undergroundowej robocie można się było przekonać wielokrotnie i nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się wkrótce, że nawet zaprzyjaźnione z nami San Escobar ma kapitalną scenę ekstremalnego metalu. Sectasys miesza w swoich kompozycjach różne inspiracje, więc i doszukamy się tutaj przede wszystkim wpływów norweskiego blacku, ale i też deathmetalowej nuty w surowym szwedzkim wydaniu albo fińskiej smuty, a nawet szczypty thrashu.

Rdzeń wydaje się jednak black metalowy, a ideologia, teksty i anturaż muzyków idą mu w sukurs. Na Brotherhood Of Chaos słychać surowy sznyt – nawet wbrew rozbuchanej formie – pełen siły i mroku, wyłaniającego się z miksu oldschoolowych patentów (I Am the Dark God). Czasem gitara brzmi jak diabelskie, rozstrojone skrzypki (Sacrilege of Christian Souls). Klasycznie blackowe zagrywki bywają serwowane w skocznym tempie, doskonałym do wypicia kusztyczka z ludzką krwią na jakimś pogańskim weselu. Ale w swoje kompozycje Sectasys często wtapia toporne, mocne, deathmetalowe riffy (Destroyers of Humanity, Emissaries of Death), czasem właśnie w szwedzkim stylu (Masters of War). Może nie są to motywy, które doprowadzą nas do szaleństwa albo całkowicie zniewolą, ale z pewnością dostarczą satysfakcji.

Na pewno jest to płyta różnorodna, mieszająca różne klimaty i nawiązania do klasyki ekstremalnego grania. Mnie chyba najbardziej spodobały się wzniosłe momenty. Złowieszczy wstęp w postaci instrumentalnego intro Chaos Signal robi wrażenie. Na uwagę zasługuję klasyczny, szkolony damski wokal, który pojawia się w paru kompozycjach, jak w Renaissance of Evil & Chaos (tutaj też doomowe zwolnienie). Dodaje to płycie mistycznej aury (The Goddess of Death (Kali)). Zresztą warstwa wokalna jest na tym albumie mocną stroną – od blackowego, nawiedzonego skrzeku, poprzez ponure melorecytacje, po klasyczny growl i wspomniane chóralne soprany na okrasę. A że od czasu do czasu odzywa się ciut akustycznych dźwięków, a na kompozycje składają się różne tempa i riffy, słuchając Brotherhood Of Chaos z pewnością nie będziecie się nudzić. Być może cierpi na tym spójność płyty, ale to, co będzie wadą dla jednych, drudzy uznają za największą zaletę albumu.

ocena: 7/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Paweł Lach

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha techno i latynoskiego folkloru, poza tym jest w stanie znieść wszystko.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , , , , .