Serpents Lair – “Circumambulating the Stillborn” (2015)

Serpents Lair to dość świeży wytwór kilku przedstawicieli duńskiego społeczeństwa, który dwa lata temu wypluł pierwszy pełnowymiarowy album o banalnej nazwie Circumambulating the Stillborn. Płyta w pierwszej odsłonie wydana została nakładem własnym oraz na kasecie, dzięki współpracy z Amor Fati Productions. W kolejnym roku płytę wydał Fallen Empire Records, tym razem na limitowanym do 500 sztuk winylu. I dopiero na początku tego roku nasz rodzimy
Hellthrasher Productions wydał płytę w wersji kompaktowej, której to miałem w końcu okazję się przyjrzeć i przysłuchać. Ale tak to jest, jak magnetofon wyrzuciło się na śmietnik, a winyle przy ich dzisiejszych cenach są wciąż dobrem zbyt luksusowym, żeby kupować wszystko, co wyjdzie.

Płyta kompaktowa ma jednak zasadniczą zaletę. Da się ją łatwo i przyjemnie przewijać. Na przykład do przodu. A dlaczego akurat o tej funkcji wspominam?

Ano dlatego, że duński debiut wgniata w fotel tylko na samym początku. Kawałki zaczynają się bez zbędnej zwłoki, są przyjemne w odsłuchu i co do zasady poprawne w każdym calu. Dość surowe brzmienie, zmienne tempo i melodyka oparta na klasycznym zestawie instrumentalnym prezentuje się nader ciekawie. Niestety tylko w tych momentach, kiedy jest szybka, a wokale kąśliwe.

Niestety po fragmentach żwawych następują często spowolnienia, które monotonnie ciągną się długimi minutami. Wygląda to trochę tak, jakby duński kwintet założył sobie z góry długość kawałka i nie za bardzo miał go czym wypełnić. A te wolniejsze momenty to taki pusty wypełniacz właśnie. Ani ciekawy, ani klimatyczny, ani nowatorski czy odkrywczy. Takie po prostu mielenie dla samego mielenia.

Za to te szybkie części utworów – miód i prawie malina. Szybka perkusja, szybkie gitary i surowy growl, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Nie ma tu miejsca na bezmyślne napie…lanie w instrumenty i nie jest tak, że każdy sobie coś tam dłubie. Jest w tym sens, jest rytm. Do tego wszystko poukładane, słyszalne, i choć jak już się wyżej rzekło – surowe, ale nie prymitywne czy brudne. Gdyby takie coś wypełniło całe trzy kwadranse muzyki…

Reasumując, płyty słucha się bardzo przyjemnie i jak na debiut, jest to bardzo udane dzieło. Pod jednym warunkiem: że płytę odtwarza się z krążka srebrnego, a wszystkie dłużyzny przewija się bez zmrużenia oka. Wtedy jest super!

Ocena 7,0/10,0.

Latest posts by Maciek Masta (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .