So Slow – „3T” (2017)

Polska scena alternatywna to nie znowu takie kolorowe pole, jakby się mogło wydawać. Każdy błądzi czasem w niszach, poszukując nowych doznań, niejednoznacznych muzycznych ścieżek, świeżości. Z własnych obserwacji nad własnymi reakcjami śmiem twierdzić, że w natłoku różnego rodzaju ambitnych połączeń gatunkowych coraz łatwiej o impas, nudę czy poczucie przekombinowanego podejścia do sztuki w ogóle. Nie każdy zespół zapełni salę koncertową, nie każdy jest na to ukierunkowany. Swoistym dziwolągiem, który trafia jednak do dość specyficznego grona słuchaczy jest warszawska formacja So Slow. Po dobrych recenzjach debiutu Dharavi (2014) i jeszcze lepszych Nomads (2016), So Slow pod dowództwem Arka Lercha uderza z trzecią płytą pt. 3T (premiera 15 maja br., tym razem nakładem Unquiet Records) i znów burzy umowny (nie)porządek klasyfikacji tego zespołu w ramkach gatunkowych. Znów pobłądziłam w poprzestawianych schematach, bez wyraźnego kierunku i w dodatku z lirykami – łagodnie mówiąc – trudnymi. Bo kiedy So Slow chętnie wpisałabym po prostu w post-hardcore (o którym zresztą w rodzimej muzyce nie mam dobrego zdania), ich sposób wyrażania emocji wraz z trzecią płytą wydaje się momentami performatywny. A potem znów zmieniłam zdanie. I wspaniale.

Około 40 minut muzyki w trzech kompozycjach na 3T to karuzela, bynajmniej nie karuzela śmiechu. To psychodeliczny rock z elementami niekoniecznie spodziewanymi, zmieniający oblicze w każdym utworze, to rozpętana burza emocji w instrumentach i wokalu, zimno, ponuro i gęsto. Z informacji prasowych wynika, że płyta miała być „momentem przejścia”, poddaniem się transowym, dronowym dźwiękom i dozom improwizacji w innych dla grupy manewrach. Zamysł muzycznych eksperymentów z pewnością nie powinien dziwić, a w przypadku grupy jest wręcz naturalny, tym bardziej że szeregi So Slow mocno się przetasowały – za mikrofonem stanął Michał Głowacki, a na basie zagościł Łukasz Lembas (choć materiał na płycie został zarejestrowany jeszcze z Łukaszem Szymańskim). Każdy utwór prezentuje kompletnie różny klimat, nawet próbując z nich skleić jakąś opowieść czy parabolę – od wściekłości, poprzez dynamiczne wariacje i zawieszenie, aż do pozornego spokoju, podszytego grozą. Wraz z rewelacyjnym schizofrenicznym klipem do utworu o wymownym tytule Tranz I JJ wkraczamy w świat jakby widziany przez szkło. Nic nie jest wyostrzone, nic zaakcentowane. Pierwszy numer z miejsca uderza fantastyczną sekcją rytmiczną i przesterowanymi gitarami. W momencie wejścia mocnego wokalu Głowackiego i jego wykrzyczanych wersów całość nabiera intensywności, okraszonej elektroniką i miejscami plamami smyczków, gościnnie w wykonaniu Joanny Kalisz-Lerch. Natomiast numer drugi Tranz II – Tryboluminescencja to już inna para kaloszy – potężny bit, zapętlony, zniekształcony chór w tle, może ambientowa, może house’owa elektronika, a w tym kosmiczne brzmienie. Ten transowy techno-sound burzy co jakiś czas gitara Daniela Kryja i zwracająca uwagę świetna praca Lercha za perkusją. Jest coś w tym utworze, co budzi jednocześnie mój niepokój, nawet niechęć i zarazem ciekawość, jak się rozwinie. Ostatnia część 3T to po raz kolejny zmiana, tym razem ku mojemu ukojeniu po wyczerpującym poprzedniku. Wieńczący płytę Tranz III Ucisk/Uścisk z gościnnym udziałem saksofonisty Rafała Wawszkiewicza oscyluje gdzieś na granicy jazzu w ciemniejszej odmianie z przedimkami dark- bądź acid-. Na myśl od razu przychodzą mi improwizacje Lonker See i uczucia towarzyszące podczas koncertowych niewiadomych w tego typu długich utworach. Transowy głos Głowackiego, raz po raz czysty lub wrzeszczący i przesterowany, brudne na początku i przestrzenne w połowie brzmienie, a na koniec plumkanie klawiszy i znów surowość są jak zamykające się drzwi we śnie, do których próbujesz dobiec. Co za epilog! 

3T to płyta dla wymagającego słuchacza. Nie popełnię gafy i nie ocenię jakoby była dojrzalsza czy ciekawsza od poprzednich. W końcu So Slow to doświadczeni wyjadacze z różnych muzycznych terenów, czerpiący z podziemia całymi garściami. Kolejny raz pokazują, że w muzyce można na swój własny, niewymuszony sposób osiągnąć swego rodzaju paradoks – z jednej strony zdezorientować, mylić i mamić, a z drugiej wciągnąć do swojego świata i po tej dziwnej podróży podarować spokój. Ze względu na ilość zauważalnych na trzecim wydawnictwie zmian, na przykład w składzie, a co za tym idzie zdecydowanie inną formę warstwy lirycznej, która stanowi przecież cząstkę tożsamości zespołu, na końcu zabrakło mi jakiegoś punktu zaczepienia, konceptu. Nie tak łatwo odnaleźć się w całości, połączyć te trzy odcinki i poddać się w transowym rajdzie od początku, toteż sugeruję przesłuchanie albumu w skupieniu i najlepiej więcej niż raz. Nie wiem, czego mogę się po So Slow spodziewać, ale tym samym to właściwie najlepsza rekomendacja ich twórczości. „Kruszy się przestrzeń, nikt nie jest bezpieczny” – So Slow dokładnie taki klimat uzyskali albumem 3T. I wspaniale.

Ocena: 7,5/10

 

Tagi: , , , , , , , , , .