Sólstafir – „Berdreyminn” (2017)

Są takie utwory, które mogą pochwalić się rewelacyjnym pozycjonowaniem w sieci. Gdy wybierzesz się w podróż po proponowanych piosenkach w serwisie YouTube, prędzej czy później trafisz na hipnotyzujące wideo grupy Sólstafir do kompozycji Fjara. Dwa i pół miliona wyświetleń wciąż jeszcze nie dość znanej kapeli mówią same za siebie. Z drugiej strony nic dziwnego, gdyż jest to jeden z najlepiej zapadających w pamięć numerów utrzymanych w post-black metalowej stylistyce, inspirowanej tradycyjną muzyką islandzką. Rok 2017 ma być przełomowy w karierze muzyków, bowiem niedawno ogłosili trasę koncertową po Europie, a zobaczyć ich będzie można też na kilku największych europejskich festiwalach. Wszystko w celu promowania najnowszego albumu, zatytułowanego Berdreyminn.

Od wydania ostatniego krążka Sólstafir minęły trzy lata. Ótta była zwrotem ku bardziej delikatnemu brzmieniu i większej różnorodności kompozycji. Nie wywoływała jednak takiego zaskoczenia jak poprzednie albumy grupy. Islandzcy kowboje chyba na dobre zamienili black metal na post-rock, bowiem Berdreyminn bardziej wpisuje się w format stonowanego i melodyjnego krążka, niż konkretnego uderzenia, jak w przypadku albumu Köld. Warto odnotować, że zespół w 2015 roku rozstał się ze swoim bębniarzem Gummim, którego bicie w gary stanowiło poniekąd trzon Sólstafir. Mówi się, że kapela jest tak dobra, jak jej perkusista. Czy Islandczycy stracili zatem na tej zmianie?

Najnowsze wydawnictwo grupy otwiera solidny cios w postaci Silfur-Refur, W kwestii albumowych otwieraczy Sólstafir nigdy nie zawodził. Nie inaczej jest i tym razem. Utwór jest przemyślany, łączy w sobie mocne metalowe brzmienie z czystymi motywami gitarowymi. Dalej idzie Ísafold, który został wybrany pierwszym singlem promującym całe LP. Utwór ten spowodował, że w mediach społecznościowych na zespół wylano wiadro pomyj, wytykając im masę błędów, a nawet oskarżając o plagiat, gdyż pewne partie gitarowe do złudzenia przypominają Psychonaut grupy Fields of the Nephilim. W moim odczuciu Ísafold jest typową piosenką radiową, która stylistycznie odbiega najdalej od dotychczasowych dokonań zespołu. Czy oznacza to, że jest zła? Nie powiedziałbym. Jeśli nie porównywać jej do Fjara, to z pewnością większość hejterów nie pisnęłaby ani słowem.

Kolejnych sześć kompozycji, zawartych na Berdreyminn, to siedmio- i ośmiominutowe opusy. Hula zaskakuje wykorzystaniem smyczków, które przewodzą całej kompozycji. W Nárós instrumenty przyspieszają, ale nie na długo, gdyż Hvít sæng rozpoczyna się od kolejnego spokojnego momentu na płycie, zaś przejście ku szybszemu i mocniejszemu uderzeniu nie spełnia oczekiwań. Dýrafjörður brzmi jak wyśrubowana na siłę ballada, która łączy w sobie elementy rocka progresywnego i muzyki elektronicznej, podsyconej znów smyczkami i pianinem. Przedostatnia kompozycja to Ambátt, która spokojnie mogłaby znaleźć się na płycie zespołu Muse. Klawisze w tym numerze brzmią jakby były oderwane od reszty, trudno znaleźć tu ład i skład. Cała nadzieja w zamykającym całość utworze Bláfjall. Przynajmniej ta kompozycja jest daleka od rozczarowania. Są tu elementy rocka gotyckiego, przejawiające się przez brzmienie organów, a także rocka progresywnego, dzięki swojej złożoności.

Gdyby nie słuchać tej płyty w kontekście twórczości Sólstafir, to może końcowa ocena byłaby wyższa. To zrozumiałe, że grupa ewoluuje i wciąż poszukuje nowych ścieżek, ale tym razem niestety zabrnęła w ślepą uliczkę. Choć podoba mi się ta swoista klamra kompozycyjna, jaką stanowią najpotężniejsze uderzenia w postaci otwierającego i zamykającego album utworu, to jednak pozostała zawartość znacząco odbiega od szlaków wytyczonych do tej pory przez kapelę. Cholernie brakuje mi mocnego uderzenia, jakie serwował Gummi. Na pochwałę w moim odczuciu zasługuje warstwa liryczna wyłącznie w języku islandzkim. Cudowna jest też okładka Berdreyminn. Szkoda tylko, że to, co kryje się pod nią i zostało zapisane na płycie, w ostatecznym rozrachunku pozostawia wiele do życzenia. Z drugiej strony przynajmniej nie jest to synthpop dawnych black metalowców z Ulver. Na razie.

Ocena: 5/10

Wadim Filiks

Wadim Filiks

W poszukiwaniu łabędzich pieśni.
Wadim Filiks

Tagi: , , , , , , .