Soul Demise – „Thin Red Line” (2017)

Melodyjny death metal nigdy nie należał do moich ulubionych odmian metalu. Pewnie też nigdy należeć nie będzie. Jednakże przez lata przygody z muzyką uzbierało się sporo bardzo dobrych albumów z tego gatunku, które darzę sympatią czy wręcz uwielbieniem. Bo jak nie kochać Slaughter of the Soul At the Gates czy Purgatory Afterglow Edge of Sanity? Przecież to dzieła wykraczające poza ramy swego gatunku i czasy, w jakich powstały.

Soul Demise jest nieodzownym elementem tej sceny i w maju 2017 przy pomocy Apostasy Records wydali swój nowy album, zatytułowany Thin Red Line. Podszedłem do odsłuchu tej płyty ze sporym entuzjazmem. Może nie mogę nazwać się wielkim fanem tego niemieckiego kwintetu, aczkolwiek zawsze starałem się być na bieżąco z ich nagraniami. Nie da się ukryć, że ciekawość była spora, choćby dlatego, iż jest to ich pierwszy album po siedmioletniej przerwie.

Cienka Czerwona Linia to spory ładunek melodyjnego death metalu, zakorzenionego w goteborskim odcieniu, na szczęście nie przesłodzony, jak często się to zdarza. Utwory zbudowane są na kontrastach, co bardzo mi odpowiada. Odnajdujemy tu dawkę energetycznego, głównie szybkiego grania. Blasty wymieniają się ze średnimi tempami, by od czasu do czasu zamienić się w mechaniczne zwolnienie. W tych ostatnich momentach Niemcy zahaczają o metalcore. Całość spina rozkrzyczany wokalista, który co rusz przeskakuje ze scream’ów na growle. Na wyróżnienie zasługuje bardzo sprawna praca gitarzystów, pokazujących swoje umiejętności nie tylko w zgranych harmoniach, ale też w solach i okazjonalnych akustycznych zagrywkach. Gdybym miał porównać tę płytę do jakichś zespołów, to wybrałbym Soilwork, Caliban, wczesne In Flames i Callenish Circle.

Wadą tego albumu na pewno jest lekka monotonia. Żaden kawałek sam w sobie nie jest zły, ale zbudowane są w podobny sposób, co przy prawie czterdziestu minutach muzyki może lekko nużyć. Nie zaszkodziłby jakiś wolniejszy utwór dla urozmaicenia, bądź wyrzucenie którejś kompozycji. Zawsze lepiej pozostawić niedosyt niż przesyt.

Thin Red Line warto przesłuchać i dać szansę. Nie jest to album przełomowy, nie jest to też album oryginalny. Za to jest to płyta dająca radość słuchania dobrze zrobionej muzyki, określonej w swojej wymowie w konkretnym gatunku z pełnym zamierzeniem i świadomością. Na dodatek zastanawiam się, czy nie mamy do czynienia z powrotem do łask melodyjnego death metalu. Niedawne wskrzeszenie At the Gates i kilka dobrych pozycji oscylujących w tych rejonach mogą na to wskazywać.

7/10

 

Tagi: , , , , , , .