Spook the Horses – People Used To Live Here (2017)

Progresywne, post-rockowe i powolne kompozycje z nutką psychodelii i zimnego smutku w jakiś sposób są mi potrzebne do życia, i oto zrządzeniem losu trafiam na świetny materiał w takim właśnie anturażu, serwowany przez tajemniczy projekt prosto z Nowej Zelandii Spook the Horses, wydany pod egidą Pelagic Records. Album pod tytułem People Used To Live Here (premiera 10 listopada 2017) posiada wszystkie wyżej wymienione atrybuty, w dodatku jest świetnie skomponowany i wyprodukowany. Finezji dodaje fakt, że piątka muzyków, tworzących projekt to multiinstrumentaliści i wokaliści, co nadaje całości jeszcze bardziej charakterystycznego, cierpkiego smaku. Niniejsze wydawnictwo jest zbiorem utworów, które były nagrywane w izolacji od świata zewnętrznego, początkowo na zasadzie długich improwizacji, w poczuciu wyjścia ze strefy komfortu i w surowych warunkach, co miało nadać atmosfery zmniejszenia bariery między artystą a słuchaczem. Ciekawy pomysł. I moim zdaniem w pełni zrealizowany.

People Used To Live Here to 39 minut w 8 utworach, trzeci w dorobku album grupy. Jeśli pierwszy krążek Brighter (2011) był określany mianem „słodkiego post-rocka”, a drugi Rainmaker (2015) ukłonem w stronę fanów Amenra i Cult of Luna, to niniejsza pozycja jest absolutnym odwróceniem poprzednich dokonań w inną, szarą stronę, gdzie nagromadzenie pomysłów Spook the Horses niepasujących do poprzednich wydawnictw w końcu znalazło ujście w mglistym, niepokojącym klimacie w granicach post-rocka i psychodelii w ciemnych zakamarkach. Wolno – słowo-klucz dla całego albumu. Gitary pulsują delikatnie, gdzieniegdzie pojawi się jakiś bardziej zagięty, ale nigdy brawurowy riff, perkusja wybija rytm nieśpiesznie, bas nieskomplikowanie łączy, nie odstaje, zaświszcze gdzieś dronowy sound, napędzany równie spokojnie syntezatorami. I wokaliści – totalnie urzekający! Słyszę tu jednak momentami zachwianie, album nie jest utrzymany w jednym, do szpiku kości ponurym tonie. O ile początkowy Lurch, Blessed Veins i końcowy Following Trails wywołują poczucie niepewności, chłodu i formy pewnego wyobcowania, to środkowy We All Know Your Name w wydźwięku jest naładowany wręcz przyjemną melodią i „miłą” melancholią. Być może to taki chwilowy przeskok nadziei na lepsze, pagórek na drodze schodzącej w dół. Przepiękny jest również instrumentalny, krótki Herald, który mocno wyróżnia się na płycie post-rockowym minimalizmem, przypominającym sposób budowania napięcia i przytłoczenia jednym powolnym dźwiękiem, jak zwykli latami czarować Mogwai czy Explosions in the Sky

Najnowsze dzieło Spook the Horses sami muzycy określają jako post-apokaliptyczną ścieżkę dźwiękową w podróży do opuszczonych miejsc, gdzie ludzie kiedyś żyli, w pewnym momencie, dawno temu. I tak w gruncie rzeczy należy postrzegać ten album – jako samotna wędrówka do znanych tylko nam miejsc, gdzieś do wewnątrz siebie, po drodze spotykając najróżniejsze obawy i niedopowiedzenia, by na koniec poczuć spokój. Mimo tych wszystkich smutków album odbieram jako relaksujący i wyciszający. Jak Państwo sobie z nim poradzą – zachęcam serdecznie do sprawdzenia. Warto.

Ocena: 8/10

Joanna Pietrzak

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam i sprawdzam. W końcu jesteś tym, czego słuchasz.
Joanna Pietrzak

Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)

Tagi: , , , , , , , .