The Black Thunder – „Visions in Black” (2017)

Takie krążki jak Visions in Black, pełnoczasowy debiut The Black Thunder z Bytowa, są dla mnie zawsze kłopotliwe i wyrobienie sobie o nich opinii przysparza mi problemów i trwa strasznie długo. Sęk w tym, że jest to pewien rodzaj albumu, który nie jest zły, trudno się dopierdolić do czegoś konkretnego, ale też nie jest na wyrazisty i dobry, by wywołać u mnie jakiekolwiek emocje. Z tego też powodu musiałem niemal wyuczyć się na pamięć całej Visions in Black i dokonać jakiejś domorosłej analizy dzieła muzycznego, żeby być w stanie napisać o nim coś sensownego. The Black Thunder ułatwili mi niechcąco to zadanie, bo ich płyta ma idealną długość, bym był w stanie przesłuchać ją przynajmniej pobieżnie dwukrotnie w ciągu dnia – 40 minut to czas, jaki zajmuje mi dotarcie do/z pracy.

Ta droga zaczyna się przekonująco, bo album otwiera intro, po którym następuje szybki Bad Memories. Kawałek przykuwa moją uwagę, bo z jednej strony mamy nieco southern-metalowe brzmienie i wokale (myśl o J.D. Overdrive), z drugiej numer oparty jest mocno na szybkich hc/punkowych rytmach. Dodajcie do tego, że jest przebojowy i macie naprawdę fajny, heavymetalowy numer. Elementy dzieła muzycznego, które pojawiają się w Bad Memories, utylizowane są przez zespół w różnych proporcjach w pozostałych utworach. Czasami jest wolniej i bardziej groove’owo (cały czas myśl o J.D. Overdrive), czasami uwydatniają się te południowe naleciałości (myśl choćby o Texas Hippie Coalition, ale jeśli w dalszym ciągu będziesz myślał o J.D. Overdrive to też nie będziesz daleko), ale wszystko to pojawia się w taki lub inny sposób w każdej piosence. Czynnikiem, który odróżnia The Black Thunder są właśnie te szybkie, proste wjazdy z riffami i rytmami rodem hc/punk, które – o dziwo – pasują tu jak ulał do tego stopnia, że musiało minąć trochę czasu zanim stwierdziłem, że w gruncie rzeczy są z trochę innej muzycznej parafii.

The Black Thunder w każdym momencie trwania albumu zostają przy metalu i rozwiązaniach dość prostych, oczywistych, przewidywalnych, ale też nie na tyle nudnych, żeby na to sarkać. Spore znaczenie ma tutaj fakt, że postawili po prostu na chwytliwość i koncertową efektywność. Problem w tym, że przy słuchaniu Visions in Black ciągiem zespół nie potrafi utrzymać mojego skupienia. Odpadam gdzieś w okolicach połowy, bankowo na We Live Only Once, który jest nieco monotonny pomimo tego, że to najdłuższy numer na płycie i teoretycznie dzieje się na nim sporo, ale w taki sposób, że przechodzi to gdzieś obok mnie. Na szczęście budzę się trochę przy heavy metalowym No More!, zdążam jeszcze docenić Consumer World Destroys Us, w którym absolutnie nie ma nic nowego, ale wciąż sprawdzone pochody akordów działają, by potem znudzić się nieco przy Death Awaits You, a potem powolutku odzyskiwać skupienie, by dojść do finiszu w postaci niezłego Get A Grip!. I tak w kółko – cała płyta polepiona jest ze sprawdzonych chwytów, co czasami działa, czasami nudzi (na szczęście częściej działa niż nudzi).

Visions in Black trzeba jednakowoż uznać za debiut skuteczny. Rozwiązania wyselekcjonowane przez zespół są dobrane i wykonane celnie. Choć może jest w tym mało ryzyka, choć może nie ma absolutnie nic odkrywczego, to jednak album sprawia, że The Black Thunder będą mieli dobry materiał wyjściowy. Dla mnie Visions in Black nie będzie raczej krążkiem, który zajadę w ciągu pół roku, raczej płytą towarzyszącą innym czynnościom, więc niestety trochę muzakiem, przynajmniej w warunkach domowych, bo koncertowo będzie to zapewne zupełnie inny lot.

6,5/10

 

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Tagi: , .