The Burning Hands – „Particles of Humanity” (2017)

Chciałbym napisać, że lubię płyty sezonować – kiedy dostaję coś do recenzji to zgrywam sobie na kompa, żeby móc posłuchać przy pracy, wrzucam sobie pliki na telefon, żeby móc poanalizować w spokoju w pociągu, przy okazji wyszukuję zespół na Facebooku i Spotify, o ile jest. I tak sobie cały proces trwa na przykład miesiąc, a ja w tym czasie zapoznaję się dogłębnie z płytą, zespołem, poznaję kontekst nagrań i takie tam nikomu niepotrzebne bzdety. I generalnie mógłbym tak napisać podając jako przykład EP-kę The Burning Hands, gdyby nie fakt, że nie lubię tego robić, tylko zmusza mnie do tego bycie na niekończącym się życiowym zakręcie, który sprawia, że muszę płyty sezonować, bo po prostu nie mam na nie czasu. Żeby nie mieć wyrzutów sumienia, po prostu sprawdzam sobie zespół gdzie się da, wmawiając sobie jednocześnie, że robię research.

W tym moim odwiecznym byciu życiową bułką The Burning Hands mieli troszeczkę fart, bo ich EP-ka wcale nie była na samej górze stosu płyt czekających na recenzję, ale jakoś mi się napatoczyli na plejliście, która odpaliła mi się na siłowni. Nagle usłyszałem coś w słuchawkach, ciśnienie się podniosło, adrenalinka, wskoczył jakiś power. Stwierdziłem: „kurwa, działa”. Spojrzałem – The Burning Hands. Nazwa nic mi nie mówiła, ale mojej pamięci zaczęła się kołatać jakaś czarno-biała okładka. I takim oto sposobem znalazłem dla Particles of Humanity miejsce i zastosowanie.

Wtedy na siłowni odpalił mi się numer Heart of Aggression i to był dobry zbieg okoliczności, bo akurat ten wałek otwiera całą płytkę. Już po nim da się poznać, że The Burning Hands czerpią garściami z muzyki, która i na mnie wywarła spory wpływ, czyli z całej groovemetalowej sceny z początków wieku. Jeśli chcecie, możecie też ich muzykę nazwać metalcorem, bo co ja wam tam będę mówił co macie myśleć. W sumie gitary łoją dość melodyjne riffy, które mogą się na przykład kojarzyć z Unearth albo August Burns Red, więc nikogo tu ten metalcore nie krzywdzi. Na dodatek wspomniany groove jest w panach z The Burning Hands żywy, więc gdyby przyszło im supportować np. Soufly albo Lamb of God to nikt nie powinien być zdziwiony. Mnie osobiście jednak Particles of Humanity przywodzą na myśl wcześniejsze dokonania Sylosis, których ostatni krążek Dormant Heart bardzo lubię, więc i recenzowaną EP-kę jestem w stanie polubić. W tym swoim pomieszaniu groove z lekkim zacięciem do grania dość szybkiego i postawieniem na mocne wokale (Damian Kikoła, który jest w The Burning Hands odpowiedzialny za wokale, w swoich partiach bardziej sugeruje słuchaczowi konkretną melodię niż ją śpiewa) kwartetowi z Wrocławia do Sylosis faktycznie nie daleko. Z dziennikarskiego obowiązku odnotuję jedynie, że skojarzenie odpuszcza jedynie w przypadku zamykającego płytkę Children of a Lesser God, w którym Damian śpiewa nieco inaczej, chyba chwilami próbując zbliżyć się do Randy’ego Blythe. W rezultacie nie zbliża się za bardzo, dzięki czemu koniec końców nie mam wrażenia, że ktoś tu próbuje na siłę być kimś innym.

Póki co jednak The Burning Hands nie wpuszczają do swojej muzyki dużo powietrza i nie zostawiają czasu na bardzo złożone aranżacje i indywidualne popisy. Na Particles of Humanity znalazło się pięć kawałków. Materiał to bardzo różny, ale też jeden numer od drugiego nie różni się jakoś znacząco. Sporo jest w nim energii, bo The Burning Hands napędzają swoje nagrania solidną dawką agresji, a tempa utworów należą raczej do tych żywszych. Pod tym względem Particles of Humanity to wysokooktanowy albumik i zapewne dlatego sprawdził się na siłowni. Sprawdzi się też na koncertach, bo metalcorowe riffy, wyrazisty groove i agresywne wokale sprawiają, że główka chodzi. Póki co The Burning Hands umieszczam w zakładce zespołów, które – używając żargonu komentatorów piłkarskich – mają papiery na granie. Particles of Humanity nie odkrywa koła i raczej nikt nie zamieści tej EP-ki w swojej liście najważniejszych wydarzeń roku 2017, ale jest to na tyle rzetelny materiał, że powinien umożliwić zespołowi pokazanie się w paru nowych miejscach, może zagranie w roli supportów przed jakimiś większymi zespołami i oczywiście pozyskanie nowych słuchaczy. Obiecuję sobie zatem śledzić poczynania i rozwój The Burning Hands.

6,5/10

 

 

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Tagi: , , , .