The Clamps – „Blend, Shake, Swallow” (2017)

the clamps

Wyobraź sobie coś takiego (nie będzie trudno): poniedziałek, siedzisz wkurwiony w robocie. Praca jest monotonna, powiedzmy, że jest to skręcanie śrubek, spisywanie wywiadów z muzykami albo recenzowanie ich płyt. Na koncie gówno, nie pieniądze, za oknem gówno, nie pogoda. Do lata daleko, słońca nie widziałeś od czterech miesięcy. Jednym słowem – polska codzienność. Na dodatek nad uchem ujada ci szef, którego nie znosisz. Wyobraziłeś to sobie ze szczegółami, prawda?

A zatem – szef ujada, coś tam pierdoli od rzeczy, a ty mimo tego musisz się skupić, odkurzyć trochę głowę, zresetować, żeby dokończyć pracę i zarobić pieniądze, które czwartego dnia miesiąca i tak wyślesz właścicielce mieszkania, które wynajmujesz. Więc musi być reset, żeby nie wypaść z kieratu. Ale jak? I wtedy patrzysz na kupkę płyt, która zachomikowała się przy segregatorze z papierami do wypełnienia. Jakaś kolorowa, komiksowa okładka na górze. Oglądasz i wiesz, że może nie będzie wybitnie, ale przynajmniej będzie wesoło, luzacko i energetycznie. Taki soniczny ekwiwalent wódki z kolą w dużych ilościach. Przecież tego ci akurat teraz trzeba.

Albumik Blend, Shake, Swallow włoskiego trio The Clamps doskonale sprawdza się właśnie w takiej roli. Będzie też wybitnie pasował do piątkowej popijawy w mocno rock’n’rollowym towarzystwie w waszej sali prób. Taką muzykę gra się właśnie dla frajdy.

The Clamps to klasycznie brudny rock’n’roll. Sami określają swoją muzykę jako „speed stoner r’n’r”, ale nie popadajmy w śmieszność z tymi szufladkami. Jeśli bliskie jest ci Motorhead, Hellacopters albo Zeke, to The Clamps też zadziałają. Ich recepta jest prosta jak zawsze w przypadku takich kapel – nieskomplikowane riffy, kilka przaśnych melodyjek, szybkie, skoczne bity i brudaśne, krzyczane wokale. Do tego obowiązkowo mnóstwo decybeli i promili. W rezultacie od pierwszych sekund Blend, Shake, Swallow zespół wali po uszach po prostu fajnym rock’n’rollem. Owszem, tu i tam znajdziecie kilka nawiązań do stonera, ale tak naprawdę w hałasie wszystko ładnie się miesza i podporządkowuje riffom, które – jak na taką klasyczną muzykę – bywają dość mocarne. Oczywiście wszystko to jest podszyte punkową bezpośredniością, ale potrafi naprawdę przyjemnie zaskoczyć czystą muzykalnością (dołożenie klawiszy do Liar od razu sprawia, że czujemy się jak podczas bójki w saloonie, a w Enjoy the Ride pojawia się udana próba nadania nieco większego znaczenia melodiom). The Clamps nie starają się też na siłę używać najprostszych rozwiązań, przejść i pochodów, co sprawia, że ten niby prosty, imprezowo-wybuchowy miks jest też chwilami naprawdę frapujący muzycznie. A wszystko to na dodatek jest bardzo słyszalne i nie trzeba się tego na siłę doszukiwać, bo albumik jest bardzo dobrze wyprodukowany. Dźwięk jest mocarny, czysty i czytelny, czyli dokładnie taki, jak bym tego oczekiwał.

Nie ma co strzępić języka tudzież klawiatury – Blend, Shake, Swallow to najzwyczajniej w świecie fajna, energetyczna, imprezowa płyta, która nawet z księdza zrobi rock’n’rollowca.

8/10

 

 

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Latest posts by Jakub Milszewski (see all)

Tagi: , , , , .