The Father Of Serpents – „Age of Damnation” (2017)

Coś tak niezwykle urzekającego jest w okładce płyty Age of Damnation serbskiej hordy The Father of Serpents, że nie mogę przestać się na nią patrzeć. Bardzo leżą mi takie kolorystyczne kontrasty i mroczne grafiki. Naga kobieta trzymająca wielkiego węża przywodzi na myśl stary poczciwy zespół Whitesnake i okładkę ich krążka Lovehunter. Ach, jaka szkoda, że nie jest nam dane oceniać płyt po samej ich szacie graficznej.

Co zatem do zaoferowania ma debiutant, pochodzący z terenów dawnej Jugosławii? Grupa The Father of Serpents istnieje w niezmienionym składzie od 2014 roku, ale dopiero niedawno wypuściła swój pierwszy placek w postaci analizowanej tu płyty studyjnej. Zespół tworzy muzykę z pogranicza doom i gothic metalu, czerpiąc oczywiście inspiracje z najlepszych przedstawicieli tych gatunków, przede wszystkim Paradise Lost (szczególnie z czasów Gothic i Shades of God). Ale grupa dodaje coś od siebie w postaci melodii i atmosfery, trochę spod znaku Moonspell, co przejawia się chociażby poprzez użycie skrzypiec w kilku utworach. Odpowiedzialny za ten instrument Pavle Sovilj wspomaga również głównego wokalistę swoim melodyjnym śpiewem. Jednakże większość partii wokalnych na Age of Damnation to potężny i złowieszczy growl Tamerlana. Do tego dochodzą powolne i mocne riffy, jakże charakterystyczne w gatunku, w którym porusza się zespół. Całość dopełnia potężna perkusja, która nie tylko tworzy tło, ale również wielokrotnie wybija się na pierwszy plan. Koniec końców daje to prawie godzinny materiał podzielony na dziesięć utworów, które w bardzo dobry sposób łączą w sobie gotyckie melodie i spokojny klimat z agresywnym uderzeniem. Kontrasty te wypadają równie dobrze w warstwie muzycznej, co na wspomnianej we wstępie okładce płyty.

Album Age of Damnation to dość dobrze rokujący materiał, któremu w moim odczuciu brakuje nieco werwy, by zachęcić do szybkiego powrotu do tego krążka. Z jednej strony inspiracje niezawodnymi klasykami gatunku, pod warunkiem, że spełnione w dobrym stylu, dają nadzieję, że grupa potrafi sobie poradzić ze swoimi wzorami. Z drugiej jednak, jeśli w tym wszystkim nie ma zdecydowanego kroku do przodu, czegoś nowego, innego, to równie dobrze można sięgnąć po sprawdzone kapele. The Father of Serpents nie powala na kolana, nie odkrywa Ameryki, nie pretenduje na ten moment do miana debiutu roku. Co nie oznacza, że można obok ich longpleja przejść obojętnie. Warto zainwestować godzinę w zapoznanie się z ich podejściem do doomu i gotyku, a nuż ktoś odnajdzie w tym tyglu coś dla siebie.

Nie zrozumcie mnie źle, tego wszystkiego świetnie się słucha. Jednocześnie wymagający słuchacz powinien otrzymać w zamian za poświęcony czas coś wyjątkowego. Tutaj jest po prostu ciężko i ostro, zatem są nadzieje na dobre kolejne albumy. Pod warunkiem, że to, co już Serbowie osiągnęli, będą w stanie pociągnąć dalej. W przeciwnym razie staną się kolejnym cover bandem starych wyjadaczy. Dość już takich zespołów.

 

Ocena: 7/10

Tagi: , , , , , , , , , , .