Tony Mills – „Streets of Chance” (2017)

Tony Mills, rockowy weteran, niegdyś związany z takimi grupami jak Shy i TNT, zaprosił na swoją kolejną solową płytę plejadę uznanych muzyków. Wśród gości znaleźli się instrumentaliści współpracujący z wieloma zacnymi zespołami. Na wstępie muszę jednak ostrzec, że płyta Streets Of Chance to piosenkowy pop rock, skrojony według komercyjnych wzorców zakorzenionych w duchu dekady lat 80-tych, nadający się do komercyjnych rozgłośni radiowych, czasem wykorzystujący elementy hard rockowe, ale w melodyjniejszym wydaniu. Jeśli ktoś z zasady odrzuca podobne wynalazki, to może w tym miejscu zakończyć lekturę i po płytę nie sięgać.

A jeśli kogoś soft rockowa stylistyka nie odstrasza, niech da płycie Streets of Chance szansę. Powiedzmy sobie wprost: nie jest to najlepsze wydawnictwo Tony’ego – dużo ciekawiej wypada choćby jego solowy debiut. Piosenki zawarte na tym albumie są tyleż poprawne, co przewidywalne i żadna z nich się nie wyróżnia. Płyta wysłuchana w całości trochę nuży, choć nie można jej zarzucić nic pod względem produkcji, a sam Mills dysponuje wysokim, czystym, dobrze postawionym głosem (w którym brak jednak pazura). Czuć tutaj klimat lat 80-tych i nawiązania do pop rockowych, amerykańskich legend, takich jak Journey. Od czasu do czasu pojawiają się na Streets of Chance ciut mocniejsze riffy, hardrockowe wręcz (Dream On, Legacy, Seventh Wonder), ale klawiszowe plamy i ciepły głos Tony’ego, któremu towarzyszą fajne chórki, przesuwają środek ciężkości w stronę popową. Owszem, fani wczesnego Bon Jovi oraz spokojniejszych dokonań Whitesnake czy Europe, też znajdą tu coś dla siebie.

Problemem nie jest jednak, że Tony Mills obrał taką, a nie inną stylistykę, bo w muzyce rockowej jest wiele dróg i każda może zaprowadzić w ciekawe rejony. Niestety album Streets of Chance jest przyzwoitym soundtrackiem do podróży samochodem, ale już nie płytą, w której można się zasłuchać. Brak tutaj jakiejś perełki, choć trzeba przyznać, że i wpadki udało się uniknąć. Ale skoro zaproszeni muzycy, to zawodowcy, to nic dziwnego, że wszystko brzmi jak należy. Szkoda tylko, że nie porywająco i nie przebojowo.

ocena: 5/10

Oficjalna strona na Facebooku

Paweł Lach

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru, a poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , .