UR – „Black Vortex” (2017)

Co tu dużo mówić, Arachnophobia Records dołożyła do rozwoju rodzimej sceny naprawdę solidną cegłę. Wiele złowieszczej muzyki wypełzło na świat dzięki tej wytwórni, dlatego nie ukrywam, że informacja o końcu działalności nieco mnie (delikatnie mówiąc) zdenerwowała. Wiem jednak jakie są realia, tak więc w pełni rozumiem decyzję właściciela labelu. Na pocieszenie dodam, że firma żegna się w naprawdę świetnym stylu. Dowodem na to jest pierwszy pełnowymiarowy album naszej rodzimej hordy UR, która w zeszłym roku debiutowała EP o jakże urokliwym tytule Hail Death.

Będę szczery – zeszłoroczne wydawnictwo muzyków znanych z formacji Bloodstained nie trafiło do mnie i w zasadzie do końca nie wiem z jakiego powodu. Choć materiał od strony technicznej jest naprawdę ok, to suma sumarum po odsłuchu nic nie zostawało w mojej głowie (zapewniam, jest tam tyle wolnego miejsca że zmieściłoby się naprawdę sporo!). Zupełnie inaczej jest w przypadku Black VortexTo, co pierwsze rzuciło się w moje uszy, to świetny balans między bezkompromisowością blacku i epickością heavy metalu! Żaden z gatunków nie dominuje, wszystko prezentuje się po prostu jak cholernie dobrze przemyślany koncept. Growl przełamuje się z ze świetnym wokalem, który przypomina mi w niektórych momentach Henrika Palma czy Fernando Ribeiro, i co jest oczywiście plusem. Muzycznie natomiast jest tak, jak lubię, rzekłbym, że nawet bardzo. UR nie nudzi, nie przedłuża, nie szuka dziury w całym. Cały materiał, i to od początku do końca, pozwala słuchaczowi w skupieniu zagłębić się w przyszykowaną opowieść. Momentami brzmi to jak Samael podczas swojej sławetnej „ceremonii”, niekiedy jak przywołany już wcześniej In Solitude, innym razem po prostu napierdala z mocą porównywalną do Bathory i dzikością znaną chociażby z Bölzer. Mnie w zupełności wystarczy, zapętlam płytkę kolejny raz na swoich słuchawkach i staram się opanować machanie głową do melodii, jakie płyną z „czarnego wiru”.

Black Vortex z pewnością można postawić obok innych i równie udanych pozycji Arachnophobii. Jeżeli macie dość atmosferycznego i przekombinowanego grania, to pełniak UR jest idealnym rozwiązaniem. Bezkompromisowość, szczerość i ukłon w stronę klasyki bijący od każdego z dziewięciu numerów najłatwiej można podsumować cytatem z pewnego utworu: „zło nigdy nie było prostsze!”

Ocena: 8/10

Maciej

Maciej

Psoty i bibeloty.
Maciej

Latest posts by Maciej (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , .