Venom Inc. – „Ave” (2017)

Venom to kapela, której chyba nikomu przedstawiać nie muszę. Niektórych może zdziwić jednak co robi to „Inc.” przy nazwie. Otóż spieszę z wyjaśnieniem. W historii muzyki metalowej zdarzało się, że wskutek ciężkich charakterów muzyków, braku ugodowości oraz różnych innych nieporozumień z jednego dobrego zespołu powstawały dwa. I tak mamy na przykład podwójnego Kata, Queensryche, Saxon czy Rhapsody, niewiele brakowało, a byłyby dwa Gorgorothy i jeszcze by się coś pewnie znalazło. Mamy zatem Venom kierowany przez Cronosa oraz Venom Inc., w którym grają Panowie Mantas, Abaddon oraz Demolition Man.

Płyta „Ave” wydana w zeszłym roku przez Nuclear Blast jest albumem, który de facto miał nigdy nie powstać. Otóż założeniem istnienia projektu o nazwie Venom Inc. na samym początku było granie koncertów wypełnionych klasycznym repertuarem macierzystej formacji. Widać jednak, że z czasem pierwotna koncepcja uległa zmianie. I dobrze, bo w końcu pierwszy album (słowo „debiut” w przypadku jest zdecydowanie nie na miejscu) sygnowany nazwą Venom Inc. to porcja niesamowitej mieszanki wybuchowej, złożonej z odpowiednio dobranych elementów heavy, thrash i black metalu. Czyli coś, do czego Mantas i Abaddon przyzwyczaili nas przez lata swej działalności.

Album otwiera mroczna inwokacja, złożona z magicznych zaklęć ku chwale upadłego anioła. Jest ona wstępem nie tylko do albumu jako całości, ale też do otwierającego album dość wolnego posępnego, trwającego prawie 8 minut utworu „Ave Satanas”. Moim zdaniem utwór ten to najlepszy kawałek na płycie. Skandowany w refrenie tytuł może budzić ciarki, mimo że sami muzycy do tego swojego satanistycznego image’u podchodzą na dużym luzie. Dalej mamy dwa szybkie dynamiczne numery, mianowicie „Forged in Hell” oraz „Metal We Bleed”. Brzmią one tutaj niczym wspomnienia z lat 80. Pewną innowację (jednak) i próbę odświeżenia stylu znajdziemy w singlowym „Dein Fleich”. Klasyczna młócka przeplata się tu z industrialnymi i elektronicznymi motywami, które przywodzą na myśl Rammstein. I może taki był cel, gdyż nawet tytuł jest niemieckojęzyczny. Następnie robi się znacznie bardziej oldschoolowo. A to za sprawą „Blood Stained” i „Time To Die”. Kolejnym utworem, na który warto zwrócić uwagę jest „Preacher Man”, również dość wolny, z ciekawym tekstem w dosadny sposób krytykującym wszelkie religie. Na koniec zaś Panowie zaserwowali utwór „Black’N’Roll”, który doskonale oddaje istotę muzyki Venom Inc. i mógłby spokojnie stać się hymnem tego świetnego i kultywującego legendę zespołu.

Dobrze, że ta płyta powstała. Dowodzi to, że black metal pierwszej fali nie umarł. Wręcz przeciwnie, ma się świetnie. Czy dobrze, że użyto nie tylko w nazwie, ale także w logo słowa „Venom”? Nie wiem, nie mnie to oceniać. Zamiast tracić czas na tego typu dywagacje, lepiej posłuchać „Ave” i delektować się jej mocą.

       Ocena:8/10

Bartek Kuczak

Bartek Kuczak

Wielki fan gitarowego grania od indie rocka do black metalu. Najlepiej jednak odnajduję się w klasycznych odmianach ciężkiego grania tj. heavy/power/thrash. Ponadto miłośnik języków obcych, samorozwoju oraz dobrego piwa.
Bartek Kuczak

Latest posts by Bartek Kuczak (see all)

Tagi: , , , .