Voodus – „NightQueen” 2015

Szwecja metalem mocno stoi i wie o tym każdy fan ciężkiej muzyki. Przedstawicielami tamtejszej sceny są na ten przykład Panowie z Voodus, którzy swoją działalnością rozpoczętą w 2015 roku szerzą wpływy okultystycznego black metalu na terenie całej Europy.
EPka NightQueen, wydana w roku założenia kapeli przez Jawbreakers Records, to cztero-utworowe wprowadzenie do piekła, o czym świadczy już sama okładka, utrzymana w czerwono-czarnej tonacji. Hipnotyzująca grafika świetnie oddaje klimat muzyki. Już od pierwszych dźwięków słychać, że mamy do czynienia z przemyślanym konceptem. Album nagrany surowo, bez żadnej głębi i zbędnego dopieszczenia, a jednak wszystkie instrumenty brzmią czysto i klarownie. Na pochwałę zasługuje także wokal Fongeliusa, który miejscami brzmi dokładnie jak maniera Erika z Watain. Wszystko to powoduje, że wstydu nie ma, a biorąc pod uwagę fakt, że ten materiał jest debiutem – Szwedów powinna rozpierać duma. Kawałki Envoy From the Shores of the Eternal Night, Via Nocturna oraz ostatni Mors Ianua Vitae to mocne, agresywne blackowe zagrywki. Każdy ozdobiony jest krótkim, ale ładnym wstępem, który pozwala wczuć się w klimat. Trzeci utwór jest najspokojniejszy na liście. Metamorfos pozwala złapać oddech tuż przed strzałem, który serwuje nam wyżej wspomniany Mors. Całość prezentuje się naprawdę ciekawie i myślę, że jest to album dość udany i godny zainteresowania.
Voodus jest dowodem na to, że da się nagrać zajmujący album z pasją i bez zbędnych fajerwerków. Widać, że czerń, która sączy się z tego krążka wypłynęła chłopakom prosto z serca, a to, co z serca jest najszczersze. Cieszę się, że są takie płyty jak NightQueen, i że mogę nimi ozdobić swoją komodę.

8/10

Tagi: , , , , , , , , , .