Wode – „Servants of the Countercosmos” (2017)

Wode to brytyjski zespół black metalowy z Manchesteru. Jego początki datuje się na 2010 rok, ale dopiero po 6 latach istnienia wypuścili swój debiut o enigmatycznej nazwie Wode. Nie dane mi było poznać tej sztuki, ale w niczym to nie przeszkodziło, by wyciągnąć rękę po najnowsze wydawnictwo tej grupy. Ich drugi album Servants of the Countercosmos, wydany przez Avantgarde Music, wyszedł po nieco ponad roku od pierwszego ich dziecka – 23 maja 2017 roku. Servants… to sześć wściekle zajadłych, a jednocześnie kosmicznych numerów, które zamykają się w około 30 minutach muzyki.

Dźwięki, jakie znajdziecie na tym albumie, to głównie mroczny black metal, pełen agresji i czarnych melodii. Jednak nie samym black metalem będzie Was raczyć ten kwartet, o nie. Znajdziecie też tu riffy jakby stricte wyciągnięte ze sludge’u, death meatlu, a nawet momentami poczujecie groove. Nie zrozumcie mnie źle, to band black metalowy, a jakże, jednak da się wyczuć, że Panowie ewoluują, jak to na dobry zespół w dzisiejszych latach przystało. Wode czerpie z tradycji mrocznej sztuki pełnymi garściami, urozmaicając najnowszy materiał od czasu do czasu wstawkami, wyjętymi ze swoich osobistych muzycznych wizji. Słychać, że muzycy inspiracje czerpią nie tylko z blacku. Dzięki temu płyta się nie nudzi, choć w sumie nie ma prawa, bo to przecież tylko pół godziny muzyki.

Najciekawsze momenty tego albumu to bez pardonu drugi kawałek o nazwie Celestial Dagger. Otwiera go mocno bujający, miażdżący riff. Motyw ten będzie wracał co jakiś czas w taki czy inny sposób w tym utworze. Godnym wzmianki jest również trzeci numer. Zaczyna się iście slayerowskim riffem, do wtóru z galopującą perkusją tworzą trzon w Temple Interment. Slayerem zajeżdża też solówka, wybrzmiewająca gdzieś w tle pod koniec tego utworu, jak gdyby piekielne echo w ścianie dźwięków. A z kolei epicki Chaosspell to atmosferyczna, melodyjno-black metalowa aranżacja, pełna pasaży i blastów. Jednakże do typowej black metalowej kompozycji bym jej nie zaliczył, gdyż trafiają się tu i tam – przez ponad 9 minut muzyki – różnego rodzaju wstawki, kojarzące się nawet z post-metalem. Tu klimat riffów zmienia się często, oscylując wokół stylów, które wymieniłem wyżej. No i ostatni na płycie. Undoing, to lekko ponad dwie minuty akustycznego numeru zagranego na gitarze. Skutecznie wycisza on zejście z furii tego krążka.

Brzmienie na Servants… jest zarazem mięsiste i grzmiące, a to zasługa dudniącego basu, który robi tu fenomenalną robotę. Co zdarza się bardzo rzadko w black metalowym światku, jest on klarowny i donośny, przez to jest wyraźnie wyeksponowany i skupia na sobie uwagę. I gruba masa riffów! Miażdżących riffów, melodyjnych riffów i całej masy innych riffów.

To właśnie znajdziecie na tej płycie, jeżeli tylko po nią sięgniecie. Jednak pomimo kunsztu i dobrej roboty, jaką ten brytyjski kwartet wykonał na Servants of the Countercosmos, to mnie ten krążek do końca nie przekonuje, ciężko się na nim do czegokolwiek doczepić, ale i czegoś mi na nim brakuje. A może po prostu jestem zbytnio wybredny. Tak czy inaczej, to coś dla każdego, kto lubi sprawdzać inne podejście do klasyki gatunku i bierze sobie black metal za kvlt w swoim życiu. 🙂

Ocena: 6,5/10

Tagi: , , , , , , .