12. Drums Fusion: Apocalyptica & Mikko Sirén – Bydgoszcz (02.06.2018)

Przypuszczam, że niemal wszyscy byli tak pozytywnie zaskoczeni informacją, że jednym z wykonawców w ramach tegorocznej 12. edycji  Drums Fusion (Międzynarodowy Festiwal Sztuki Perkusyjnej) okazała się Apocalyptica. Finowie zagościli na bydgoskiej Wyspie Młyńskiej, będąc ostatnią i zamykającą imprezę gwiazdą. Muszę przyznać, że faktycznie Miejskie Centrum Kultury w tym roku się postarało pod tym względem.

Nim jednak przejdę do wrażeń stricte koncertowych, muszę niestety ponarzekać na kwestię organizacji. Wszystko byłoby pięknie, gdyby wejścia do sektorów były odpowiednio oznaczone, a przede wszystkim wejście do strefy umiejscowione osobno. Cóż… Przez mniej więcej 20 minut koncertu staraliśmy się dotrzeć do wyznaczonego na naszych wejściówkach obszaru, co wcale nie okazało się takie proste i oczywiste, kiedy dowiedzieliśmy się, że jedyna droga to przepychanie się przez tłum ludzi znajdujących się na początku drugiego sektora (znajdującego się tuż za pierwszym). Nie było to ani komfortowe dla nas, ani dla osób, które w spokoju chciały obejrzeć występ Finów.

Na szczęście, kiedy już znaleźliśmy się w odpowiednim miejscu, mogłam wreszcie w pełni skupić się na tym, co działo się na scenie. Apocalyptica zagrała u nas w ramach trasy „Apocalyptica Plays Metallica by Four Cellos” i zaprezentowała swoje interpretacje utworów amerykańskich gigantów thrashu. Początek setlisty wypełniły między innymi Enter Sandman, Master of Puppets, a także The Unforgiven wykonane wyłącznie na wiolonczelach, tak jak miało to miejsce na debiucie Finów.

Prawdziwa zabawa zaczęła się w momencie, gdy na scenę w połowie Fade to Black za zjawiskowym zestawem perkusyjnym pojawił się Mikko Sirén. Wykonywane utwory nabrały potężnego, rockowo-metalowego zacięcia. Setlistę wypełniły również covery, które znalazły się na kolejnych wydawnictwach zespołu, m. in. Fight Fire with Fire, For Whom the Bell Tolls, ale także np. niepublikowany Orion i Seek & Destroy. Chociaż wszystkie zagrane kawałki pokazywały niesamowite wyczucie instrumentów oraz zdolności muzyków, to największe wrażenie zdecydowanie zrobiło na mnie wykonanie Battery, które jak Eicca Toppinen wspomniał, w latach 90. dla członków formacji było niemożliwe do wykonania ze względu na poziom trudności. Energia na scenie eksplodowała. Wrażenie robiła także dymiąca i podświetlona wiolonczela Antero Manninena z wydrążonym wzorem układającym się w kształt czaszki. Genialny efekt. Ponadto cała oprawa świetlna koncertu była na naprawdę wysokim poziomie i idealnie podkreślała dynamikę wykonywanych coverów. 

Panowie nawiązali świetny kontakt z publiką. Widać, że wykazują się profesjonalnym podejściem do granych kompozycji, a jednocześnie sam występ traktują jako dobrą zabawę, angażując w nią widownię. Pozytywna aura i poczucie humoru bijące ze sceny zdecydowanie udzieliło się uczestnikom koncertu, którzy nie wypuścili zespołu tak łatwo do domu. Apocalyptica wróciła, aby zagrać jeszcze dwa utwory na bis: znany przez wszystkich klasyk, którego – nie oszukujmy się – nie mogło zabraknąć Nothing Else Matters oraz cudowny One. Ponadto znalazło się i miejsce dla motywu otwierającego Thunderstruck AC/DC.

Pomijając niezbyt udany początek wieczoru, myślę, że z całą pewnością mogę uznać go za udany. Nigdy nie byłam ogromną fanką Apocalyptiki, choć zdarzyło mi się przesłuchać kilka płyt. Na ich występ poszłam z czystej ciekawości, a poza tym w Bydgoszczy nieczęsto bywają tego kalibru kapele. Muszę przyznać, że wracałam świetnie wybawiona i bardzo pozytywnie zaskoczona spektakularnością wykonywanych coverów. Nie żałuję i naprawdę polecam zobaczyć Panów w akcji na żywo!

 

Autorem zdjęć jest Goldmoon. Cała galeria do obejrzenia tutaj

Marta (Kometa)

Marta (Kometa)

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej.
Chwalę i krytykuję płyty, piszę koncertowe opowieści.
Marta (Kometa)

Tagi: , , , , , , , , .