Airbourne, The Heavy Clouds – Gdynia (31.05.2017)

Oglądanie i słuchanie Airbourne na środowym koncercie (31 maja br.) to ciekawe doświadczenie. Całe przedsięwzięcie przypominało trochę stadion zapełniony szalejącymi do rytmu klonami, na dodatek w większości manifestującymi uwielbienie do klasyki, ubranymi w koszulki AC/DC. Szaleństwo było obecne przez cały wieczór w gdyńskim Uchu, a nie tylko w mojej wyobraźni, więc wszechobecne podobieństwa do pionierów z lat 80. nikomu zdaje się nie przeszkadzały. Wręcz przeciwnie – liczna frekwencja na promocji najnowszej płyty zespołu, „Breaking Out Of Hell” z 2016 roku, dowodzi, że popyt na taką muzykę nie umiera. Muzycy z zespołu The Heavy Clouds, który wystąpił przed gwiazdą wieczoru, też pewnie zgadzają się z tym stwierdzeniem.

Pomieszanie hard rocka i stonera, którym przywitał nas jedyny support, całkiem skutecznie rozruszało publikę i wywołało sporo entuzjazmu. Grunge’owy, szorstki wokal Wojciecha Zięby przypomina mi Gavina Rossdale z początków zespołu Bush. Jednak mocniejsza, punkowa barwa warszawiaka prowadzi kompozycje zespołu, co zostawia więcej pola do popisu na gitarze. Jeśli ktoś liczył na tym koncercie na trochę bardziej rozbudowane muzycznie elementy w porównaniu z klasycznym hard rockiem, tutaj właśnie mógł je znaleźć. Odniosłam jednak wrażenie, że The Heavy Couds postawiło na prostszą część swojej twórczości i tempo.

Po krótkiej przerwie, kiedy zgasły światła i salę wypełnił główny motyw z Terminatora 2, Airbourne bez zbędnych ceregieli rozpoczęło piosenką „Ready To Rock”. W tym momencie publika zaczęła nagle gwałtownie się ruszać, nie przejmując się wszystkimi piwami, które właśnie wylądowały na ziemi i wszystkim dookoła. Szaleństwo pod sceną idealnie zgrało się z wrzaskami Joela O’Keeffe na wokalu i było zaczątkiem stadionowych przyśpiewów. Całkiem godną konkurencją dla całego tłumu fanów stanowił sam wokalista, który przez cały koncert skakał po scenie, strojąc szalone miny.
Bez chwili na oddech kolejno tłum wraz zespołem odśpiewał „Too Much, Too Young, Too Fast” i „Rivary”. Tutaj zespół przywitał się z publicznością, której nie brakowało tchu na wiwaty. Podczas „Down On You” i następnych „Cheap Wine & Cheaper Women” oraz „Girls In Black” wokalista dosyć przekonująco zachęcał panów do podnoszenia towarzyszek na ramiona, nagradzając wysiłki (w powietrze poleciało też kilka koszulek) rzucaniem otwartych w różny sposób puszek z piwem. Odpowiedź na jego pytanie „Who wants some beer?!” była chyba oczywista.
Po „It’s All for Rock ‚n’ Roll” przeszedł czas na chyba najbardziej wyczekiwany utwór z najnowszej płyty w postaci „Breaking Out Of Hell”. Na niego przypadła jedna z wielu „ścian śmierci”, bo co wytrzymalsi przy scenie dalej dotrzymywali kroku muzyce.
Koncert podsumowały „No Way but the Hard Way” i „Stand Up for Rock ‚n’ Roll”, jednak Australijczycy zachęceni niesłabnącymi krzykami widowni zagrali jeszcze dwa utwory w ramach bisu: „Live It Up” oraz „Runnin’ Wild”.

Moim zdaniem jednym z wyznaczników świetnego koncertu jest fakt, że jeśli przyjdzie osoba, która twórczości zespołu nie zna, dalej będzie się dobrze bawić. Pod tym względem Airbourne będzie ciężkie do przebicia. Charyzmatyczne hard-rockowe granie przypominało o sobie nabytymi tego wieczoru siniakami, a z klubu wychodziłam przemoczona od piwa i poobijana – ale jaka szczęśliwa!

Urszula Dziedzic

Urszula Dziedzic

Generalnie to będę kiedyś leczyć raka i klonować ludzi, ale lubię coś napisać od czasu do czasu.
Urszula Dziedzic

Tagi: , , , , , , , , .