Azarath, In Twilight’s Embrace, Dagorath – Poznań (07.10.2017)

Jesień to zawsze dobra pora na konkretne koncerty. Z okazji premiery nowego albumu In Twilight’s Embrace Vanitas ekipa Left Hand Sounds zorganizowała tzw. release show, gdzie prócz Poznaniaków na scenie wystąpiły również zespoły Dagorath i Azarath. Przy takim składzie nic więc dziwnego, że 7 października br. poznański Klub u Bazyla wypełnił się całkiem konkretną ilością osób.
Tak naprawdę jechałem do Poznania dla In Twilight’s Embrace, które (o ironio) miałem zobaczyć czwarty raz w tym roku. Podopieczni Arachnophobii sukcesywnie promują się na kolejnych festach, czy to Metalmania, Metal Mine w Wałbrzychu, Summer Dying Loud w Aleksandrowie Łódzkim, więc nie dziwi fakt, że pojawili się również na swoim podwórku. Ale po kolei.
Na początek młode wilki z Bydgoszczy – Dagorath. Kapela koncertuje świeżo po premierze albumu Glare of the Morning Star. Uczciwie się przyznam, że nieco o nich zapomniałem. Przed koncertem jednak przygotowałem się do spotkania na żywo, przypomniałem sobie poprzednią EP-kę, 4 kawałki w stylu skandynawskiego blacku i cover Gorgoroth mają ten potencjał, by zapaść w pamięć. Punktualnie o 20.00 Dagorath zaczął dosłownie miażdżyć dźwiękiem. Nagłośnienie nieco szwankowało, na szczęście skorygowano natężenie głośności już na kolejnych koncertach. Pierwsze wrażenie na widok kapeli miałem dosyć jednoznaczne – muzycy są osadzeni w stylistyce polskiego Magnus, czyli klasycznie do bólu: łańcuchy itp. Ale to tylko stylizacja. Muzycznie Dagorath to kwintesencja grania wspomnianego skandynawskiego black metalu. I tak jak u przedstawicieli skandynawskich, stanowczo bardziej mi przypadły do gustu utwory stonowane, z klimatycznym transem. Przez cały koncert miałem skojarzenie z twórczością Marduk z wczesnego okresu, gdzie też późniejsze marszowe tempa bardziej do mnie trafiły. Prezencja sceniczna kapeli była oszczędna. Muzycznie, jak już wspomniałem, zwłaszcza w transowych utworach – rewelacja. Nie będę rzucał wszystkimi tytułami, ale na wyróżnienie z całej setlisty na pewno zasługuje Oneiric Cult of Ravishing Entropy. Jako rozgrzewacz Dagorath świetnie się sprawili.

Następnie nadszedł czas na In Twilight’s Embrace. ITE to zespół, który po prostu „poszedł” za ciosem. Dwie długogrające płyty i mini-albumy w Arachnophobii w krótkim odstępie czasu, sporo koncertów, obecność w mediach społecznościowych, wywiady. Obserwując ich na różnych koncertach, mogę rzec po raz kolejny: In Twilight’s Embrace to klasa sama w sobie. I po raz wtóry potwierdzili to tego wieczoru: klimatyczne intro, oszczędne światła, świece, wszystko tworzyło klimat daleki od typowego występu.  Jeśliby na szybko określić obecny styl grania zespołu, to postawiłbym na death metal z okolic At the Gates z małym wpływem transu charakterystycznego dla Mgły. Ten zespół cały czas rzetelnie buduje swoją tożsamość. ITE zagrali parę utworów z nowego albumu, kilka z poprzedniego. Na finał małym zaskoczeniem dla mnie  (i dla wielu pewnie też) był brak coveru Armii, który wieńczył każdy z koncertów In Twilight’s Embrace, w jakim uczestniczyłem. Kawałek zamieszczony na EP-ce Trembling był długo promowany, może zespół uznał, że teraz czas na nowe? Nie będę ukrywał, że ITE to dla mnie fenomen koncertowy, w tym dużą rolę odgrywa ta specyficzna żywiołowość Cypriana, który oddaje się muzie, co sprawia, że trudno zdystansować się do jego ekspresji. To są koncerty jak swoiste rytuały, podkreślone skromną oprawą, jak wspominałem, stanowczo odróżniające się swoją specyfiką od oprawy masy innych koncertów. Cóż więcej rzec o In Twilight’s Embrace – precyzja, technika i świetna forma, co widać i słychać. Jednak sporym minusem po występie ITE był towarzyszący mi niedosyt. Koncert był nieco za krótki, zabrakło paru nowych utworów. Zwłaszcza w kontekście zapowiedzi, że ten występ miał być specjalnym „party” z okazji wydania nowej płyty.

Azarath. Podobno grali pierwszy raz od paru lat z perkusistą Inferno. Nieco mnie zaskoczyła ta informacja. Jeśli miałbym sięgać pamięcią, ostatnio widziałem ich w Katowicach właśnie z Inferno. Szybko jednak dopadła mnie refleksja, że to było ponad 10 temu. No ale dosyć tych wspominek, do rzeczy. Azarath – kapela od samego początku ciesząca się zasłużonym szacunkiem za konkretne i pozornie siermiężne łojenie. Co prawda na przedostatnim albumie Blasphemers’ Maledictions mocno dodano progresywności, w efekcie otrzymując w mojej ocenie majstersztyk. Najnowszy album In Extremis idzie torem poprzedniego. Dla kogoś, kto ceni śmierć metal jest to pozycja obowiązkowa. Bez dwóch zdań.
Sam koncert to po prostu żywioł. Oczywiście w składzie z Inferno za zestawem perkusyjnym mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że to była totalna masakra na bębnach. Do tego perfekcyjny dwugłos, widoczne całkowite zaangażowanie kapeli. Według mnie Azarath dopiero w wersji koncertowej pokazuje wszystko, co ma najlepszego do zaoferowania. Jest w tym żywiole taka nieokreślona szczerość, pasja. Pod względem repertuaru nie było mowy o zawodzie. Azarath zagrał sporo staroci, no i oczywiście kilka numerów z nowej płyty. Chyba nikt nie mógł się czuć rozczarowany. Ciosy takie, jak: For Satan My Blood czy At The Gates Of Understanding w swej koncertowej wersji są jeszcze bardziej przekonujące. Koncert stanowczo udany.

I tak szybko minął ten wieczór w tanecznej atmosferze. Na koniec wspomnę o świetnej atmosferze w klubie. Jak zawsze rewelacyjnie za barem, stosowny repertuar piw. Merchu sporo, co ważne ½ stoisk miała terminale płatnicze. Niby drobiazg, a cieszy.
Jednym zdaniem: pełna kultura, tylko szkoda, że koncert nie zaczął się odrobinę wcześniej. No nic, nie ma tego złego, po wszystkim ruszyłem w tournee po barach w oczekiwaniu na nocny pociąg. To też ma swój urok.

Tomasz

Tomasz

Jako totalne beztalencie muzyczne mogłem zostać tylko internetowym krytykantem, tfu, recenzentem. W wolnych chwilach nabijam kabzę spekulantom sprzedającym płyty CD.
Tomasz

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , .