Destruction – Gdańsk (21.01.2017)

Kultowy niemiecki zespół thrash metalowy Destruction zawitał do Gdańska, do klubu B90 w doborowym towarzystwie, przyciągając rzesze fanów gatunku z każdego zakątku Trójmiasta.

Ten sobotni wieczór otwiera mniej znany Gonoreas. Panowie są niezwykle energiczni i ewidentnie zakochani w swojej muzyce. Już po pierwszym kawałku zjednują sobie sympatię publiki, która jednak jest jeszcze stosunkowo niewielka. W tłumie znajduje się jeden fan, który śpiewa wraz z wokalistą każdy kawałek po kolei.

Chłopaki zaczęli od bardzo klasycznych nut, powoli przechodząc w nieco bardziej klimatyczne elementy. Utwór „Viking” jest już dużo cięższy i „toporniejszy”, a efekt podkręcają lodowato- błękitne światła przywodzące na myśl zimną Skandynawię. Na pierwszy plan wychodzi perkusja, ale nikt oczywiście nie zapomina o gitarze- podczas długiej, trudnej solówki wydaje się, że lada chwila spomiędzy palców muzyka zacznie wylatywać dym…

Jesteśmy po raz pierwszy w Polsce. Cieszę się, że mogę grać metal z taką ikoną jak Destruction no i z moją rodziną Nervosa, bo pochodzimy z tego samego kraju- mówi wokalista Leandro Pacheco, stojąc w strugach białego światła. -Super, że tutaj jesteście, dziękujemy!

Gonoreas schodzą ze sceny po niecałej godzinie koncertu, aby zrobić miejsce dla rodaczek- Nervosa. Nie ma co ukrywać- płeć członków zespołu nie pozostaje obojętna zebranym w klubie mężczyznom i gdy tylko dziewczyny wychodzą, oklaski, okrzyki i gwizdy są niemal ogłuszające. Dziewczyny wyglądają dość niepozornie (szczególnie blondwłosa basistka), jednak wystarczy kilka sekund, aby wiedzieć, że z tymi paniami nie warto zadzierać.

Nervosa w niczym nie ustępują grającym metal facetom, szczególnie wokalistka Fernanda Lira o dość charakterystycznym głosie i niezwykłej charyzmie, najwyraźniej tego wieczoru podbija kilka serc. Śpiewa głównie po angielsku, jednak jeden utwór (jej ulubiony) jest po portugalsku. Fernanda prosi ludzi, żeby „trochę do niego poświrowali”. Nie trzeba dwa razy prosić- na środku klubu zaczyna się kręcić pogo, a po odśpiewanej piosence ktoś nawet wyznaje wokalistce miłość.

Ciężko się dziwić, że po zakończonym koncercie dziewczyny są oblegane obok sklepu z koszulkami i gadżetami, a niemal każdy szanujący się facet pragnie mieć z nimi zdjęcie. Największym zainteresowaniem cieszy się oczywiście Fernanda, która, pomimo kolejek chętnych do pstrykania selfie, znajduje chwilę na rozmowę ze mną.

-Czy jako zespół tylko i wyłącznie kobiecy spotkałyście się kiedyś z dyskryminacją?

 -Metal to nadal bardzo męska sfera, więc tak, na początku zdarzało się to dość często. Wszystko, co nowe jest krytykowane, dlatego musiałyśmy udowadniać, że laski też potrafią. Zdobyłyśmy szacunek swoją pasją i zaangażowaniem, ludzie widzieli, że nie robimy niczego na pokaz.

-Miałaś kiedyś taką myśl, że jednak lepiej skończyć przygodę z muzyką?

-Nigdy. W Brazylii często używano wobec nas bardzo ostrych słów, mówiono, że jesteśmy dzi*kami i ku*wami. Ale hejterzy to znakomita motywacja- chciałam im pokazać co potrafię. Rzuciłam college, pracę, zakończyłam związek i poświęciłam się muzyce.

-Kto jest dla ciebie inspiracją?

Muzycznie Nuclear Assult i Sepultura. Jednak moje najukochańsze zespoły to Iron Maiden i KISS.

-Co powiesz o polskiej publiczności?

-Jesteście bardzo podobni do nas, Brazylijczyków- po prostu entuzjazm i ogień!

Przychodzi czas, aby na scenę wyszła gwiazda tej nocy- Destruction. W klubie zebrał się już zdecydowanie większy tłum, niecierpliwie oczekujący idoli. Światła zmieniają kolor na krwisto- czerwony i po chwili muzycy pojawiają się ku wielkiej radości koncertowiczów. Bez słowa powitania zaczynają grać pierwszy utwór – „Under Attack”.

Po rozgrzewce wokalista Marcel „Schmier” Schirmer zaprasza wszystkich na „prawdziwy, niemiecki oldschool”. Nad sceną zaczynają unosić się kłęby dymu, a chłopaki odgrywają „Pathogenic”, podczas którego wywiązuje się porządny headbanging. Ludzie zaczynają skandować „Destruction!”, a światła mrugają w rytm ich okrzyków.

Głośniej, ku*wa!wrzeszczy do nas Marcel. Przez cały koncert utrzymuje kontakt z publicznością, która odwdzięcza mu się wspólnym śpiewem, skandowaniem „hej, hej” w rytm muzyki no i w końcu solidnych rozmiarów pogo.

Między piosenkami wypowiada się także perkusista i nasz rodak- Wawrzyniec „Vaaver” Dramowicz:

-Jesteście najlepszą publiką, dla której graliśmy. Tego koncertu nie byłoby jednak bez wielu ludzi, między innymi techników, dlatego podziękujcie im gorącymi oklaskami.

Widownia oczywiście spełnia jego prośbę.

Energia towarzysząca zarówno zespołowi jak i fanom nie opuszcza budynku aż do samego końca koncertu, na który składają się również takie utwory jak „Mad Butcher” (okraszony dźwiękami piły mechanicznej), „Life Without Sense”, „Black Death” czy „Invincible Force”. Vaaver raczy nas także niezwykłym solo na perkusji. Występ zamyka piosenka „Bestial Invasion”.

Tagi: , , , , , , , .