God Is An Astronaut, Xenon Field – Warszawa (01.05.2018)

Echa tegorocznej majówki już dawno za nami, a tymczasem w zaległych relacjach niechybnie tlą się wspomnienia z koncertu post-rockowych weteranów God Is An Astronaut. Trasa promująca najnowsze wydawnictwo Irlandczyków Epitaph objęła Polskę tym razem tylko na jeden koncert w stolicy naszego pięknego kraju. Wyznaczona data przedsięwzięcia na 1 maja niosła ze sobą jednak sporo wątpliwości, czy aby frekwencja dopisze w dzień wolny od pracy, na dodatek tak uroczyście co roku po polsku świętowanym różnego rodzaju wycieczkami, tudzież grillami czy dalekobieżnym odpoczynkiem za miastem. Progresja jednak wypełniła się fanami kosmicznego post-rocka w całkiem sporej rozpiętości, a organizatorzy, niezawodni PW Events, dołożyli wszelkich starań, aby koncert przebiegał bez zbędnych niespodzianek. I tak też się stało. Nie było niespodzianek.

Wieczór otworzył irlandzki duet Xenon Field, który zaprezentował swoją definicję łączenia żywej elektroniki z gitarami i perkusją, z wyłączeniem wokali. Nie pierwszy raz takie klimaty wzbudzają we mnie ciekawość, tym bardziej że na co dzień kompletnie nie mam ochoty sięgać po bity w postaci nowoczesnej, eksperymentalnej elektroniki. Na myśl od razu przychodzą mi nasi rodzimi reprezentanci podobnej formy ekspresji z Panami z Kamp na czele czy duet Rebeka, których koncerty na żywo cenię. Jeśli ktoś odnajduje się w takiej stylistyce, najmocniej zachęcam sprawdzić jak wypada Xenon Field. Nie do końca natomiast jestem przekonana, czy aby wybór supportu był trafiony. W końcu God Is An Astronaut to jednak inny świat muzyczny, inna wrażliwość.

Punkt 20.30 zaczęła się magia, do której zespół God Is An Astronaut zdążył przyzwyczaić fanów w ciągu ich kilkunastoletniej działalności na scenie. Pamiętam jeden ze znakomitych koncertów Irlandczyków w Polsce, kiedy w maleńkim poznańskim Eskulapie, bez żadnej oprawy oświetleniowej, bez fajerwerków i wodotrysków, z bardzo kiepskim nagłośnieniem, zdołali przelać te niesamowite, międzygalaktyczne emocje, które zostały we mnie bardzo, bardzo długo. Umówmy się – w post-rocku nazbyt wiele zostało już powiedziane, albo ten specyficzny pierwiastek budowania klimatu jest, albo go zwyczajnie nie ma. Tak się składa, że GIAA ciągle dzierżą i rozwijają to „coś”, co nie pozwala ich bagatelizować. Tym razem, na deskach Progresji, zaprezentowali dość przekrojowy set w przepięknej oprawie świetlnej. Nic nie zgrzytało, nic szczególnie nie zaważyło na jakości. Najpiękniej moim zdaniem zabrzmiały najbardziej znane w dyskografii muzyków Frozen Twilight, As Is Violent, All Is Bright i niespodziewane Suicide by Star z piękną ścianą dźwięku na zakończenie. Dość sporym zaskoczeniem były bisy, które zamykały się w utworze Agneya z albumu Helios/Erebus. 

Tytułem zakończenia, skoro mowa o promowaniu najnowszego wydawnictwa GIAA, warto nadmienić, że wymiar tej trasy jest nieco inny od pozostałych. Album Epitaph powstał pod wypływem tragedii rodzinnej, jaka spotkała braci Nielsa i Torstena Kinsell, założycieli formacji, w związku ze śmiercią ich 7-letniego kuzyna. Materiał miał być muzycznym spojrzeniem na różne perspektywy dotyczące przedwczesnej śmierci, zatraconej dziecięcej niewinności, i na koniec rozpaczy rodziny po stracie dziecka. Mając na uwadze taki kontekst, występ God Is An Astronaut odebrałam z głębszą impresją.

Setlista:

Epitaph
Mortal Coil
The End of the Beginning
Frozen Twilight
All Is Violent, All Is Bright
Fragile
Seance Room
Medea
Forever Lost
Suicide By Star
Dust and Echoes
Centralia

Bis:
Agneya

Kolejny post-rockowy koncert mistrzów gatunku za mną. Nadal nie jestem znudzona, nadal odkrywam nowe pokłady emocji. Niektórym zespołom po prostu wystarczy zaufać i doświadczyć ich twórczości na żywo. Było bardzo dobrze. Bez niespodzianek.

Do następnego!

Joanna Pietrzak

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam i sprawdzam. W końcu jesteś tym, czego słuchasz.
Joanna Pietrzak

Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)

Tagi: , , , , , , , .