Gojira, Obscure Sphinx, Moaft – Gdańsk, B90, 6 czerwca 2017 r.

B90 parę już takich (albo prawie takich) koncertów widziało, a chciałoby na pewno więcej. Krótko mówiąc – Gojira stocznię zdruzgotała. Ktoś jest zaskoczony?

Zacznijmy od początku. Chyba sama ekipa B90 zdziwiła się ilością ludzi, którzy grzecznie ustawili się w kolejce jeszcze przed otwarciem bram. W rezultacie nawet, jeśli dreptałeś w tym ogonku na pół godziny przed rozpoczęciem setu Moaft, do klubu dostałeś się gdzieś pod jego koniec. Ale jeśli miałeś fart wbić się do B90 wcześniej, to zobaczyłeś kawałek porządnego koncertu w wykonaniu tego postmetalowo-progresywnego-jakiegośtam (nie mam głowy do etykietek) trio.

Generalnie rzecz ujmując support przed Gojirą (bo Obscure Sphinx miało status „gościa specjalnego” – wiadomo, że chodzi o to samo, ale jednak brzmi lepiej) został dobrany doskonale. Moaft nie są może zespołem, który będzie porywał na dużych scenach, bo brakuje im komercyjnej mocy, co akurat nie musi być wadą. Trio gra muzykę instrumentalną, mięsistą i pełną fajnych łamańców. Panowie są zgrani i przy odpowiednim nagłośnieniu – a o takie w B90 martwić się nie trzeba – wypadają świetnie. Dodajmy jeszcze, że choć przed klubem w czasie występu Moaft wciąż wiła się kolejka do wejścia, to w środku było już tłocznawo, więc morążanie mogli być z frekwencji i przyjęcia bardzo zadowoleni.

Po nich na scenę wyszli Obscure Sphinx. Pomijając fakt, że – jak się okazało później – była to jedna z ostatnich okazji, by zobaczyć ich w składzie z ojcem założycielem Yonym, to o ich występie nie ma co się rozwodzić. Jak przystało na kapelę o takim statusie i renomie, po prostu wyszli, zajebali, zeszli. Po każdym kolejnym kolosie, jaki wypruwali z siebie OS, pełen już klub zbierał kolektywnie szczęki z podłogi. Te trzy kwadranse, które Obscure Sphinx mieli dla siebie przed Gojirą, wystarczyły akurat na to, żeby zespół wyciągnął z rękawa tylko swoje największe, najpotężniejsze, najgigantyczniejsze asy. Publice nie wystarczało – chciałaby więcej, ale dostać więcej nie mogła. Takie to ograniczenia dotyczą supportów, sory, „gości specjalnych”. Jedno tylko spostrzeżenie na temat Obscure Sphinx – chyba po raz drugi widziałem ich już z Pavulonem za plecami i po raz kolejny mam wrażenie, że spośród wszystkich perkusistów, którzy z tym zespołem kiedykolwiek występowali, to właśnie Paweł pasuje do nich najlepiej. Potężne ciosy, jakie wyprowadza w bębny tymi swoimi wielkimi i ciężkimi pałeczkami, dodaje muzyce Obscure Sphinx mocy. Nie, żeby jej mieli mało, ale potęgi nigdy za wiele.

A więc tak. Obscure Sphinx, jak wspomniałem, wyszli, zajebali, zeszli. Używając podobnej metaforyki, Gojira wypadła na scenę jak głodny zwierz, potem przez 90 minut na zmianę mordowała, konsumowała i ożywiała publiczność tylko po to, żeby móc zacząć cały cykl od nowa, a potem zeszła, zostawiając publikę spoconą, zakrwawioną i chcącą więcej. Serio – klub wypełniony po brzegi, a Francuzi rozhulali absolutnie wszystkich. Jeśli miałbym się do czegoś doczepiać, jeśli ktoś naprawdę zmusiłby mnie torturami do marudzenia, jeśli miałbym znaleźć w tym wszystkim jeden mankament pod groźbą śmierci, to powiedziałbym, że szkoda, że Gojira pominęła w setliście swoje starsze dokonania. Ale to i tak okropnie wymuszone marudzenie. Na koncercie Francuzów w B90 spotkałem wielu mniej i bardziej znanych muzyków metalowych. Wszyscy przyszli karnie i grzecznie niczym na wykład cenionego profesora, bo Gojira jest przykładem tego, jak się powinno grać metal albo inaczej: jak komuś spuścić wpierdol tak, żeby chciał więcej. Gojira na scenie – petarda. Bracia Duplantier zupełnie swobodni i bez problemu nawiązujący kontakt z publicznością, stateczny Andreu bezlitośnie egzekwujący swoje partie, a Labadie skaczący, machający banią, jakby ją miał na sprężynie, biegający w tę i z powrotem. Na dodatek byli w stanie idealnie odegrać wszystkie te swoje łamańce, wszystkie te swoje ultraciężkie Backbony i najcięższe materie w wszechświecie zajebać tak, że pękały żebra, i jeszcze utrzymać energię i ciśnienie do samego końca. Dodajmy też, że publiczność nie pozostawała dłużna. Pod sceną było ciasno, latały ręce i nogi, czapki i koszulki były wyrzucane w powietrze, kapały pot i piwo. Nie chce mi się opisywać po kolei każdego numeru. Niech wam wystarczy informacja, że im nowsza płyta, tym obficiej była prezentowana ze sceny.

Gojira spuściła stosowny wtrzask Pomorzu i nie tylko, bo w B90 pojawiła się cała Polska. Następny w kolejce jest Mastodon. Ciekawie będzie porównać mielonki, jakie ze swojej publiki robią te dwie światowe tuzy niesztampowego metalowego grania.

 

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Latest posts by Jakub Milszewski (see all)

Tagi: , , , , .