In This Moment – Budapeszt (15.06.2018)

Do trzech razy sztuka. Tyle właśnie razy próbowałam zobaczyć amerykański In This Moment w Europie (koncert w Polsce to chyba ciągle pobożne życzenie). Pierwszy raz w 2015 roku w Berlinie – niestety ostatecznie nie mogłam jechać. Rok później dokładnie w tym samym miejscu – wszystko było już kupione: bilet na koncert oraz autobus, nocleg,  jednak grupa odwołała całą europejska trasę. W 2018 roku przyszedł czas na czeski festiwal Rock for People. Jednak ITM ponownie odwołali kilka występów, również wspomniany przeze mnie festiwal (co ciekawe na oficjalnym profilu zespołu na Facebooku do tej pory nie ma takiej informacji). Ja się jednak nie poddałam i postanowiłam znaleźć możliwie jak najbliższy koncert. Padło na Budapeszt, który niestety był od jakiegoś czasu wyprzedany. Jednak po sporym zainteresowaniu gig został przeniesiony do większego klubu, a do sprzedaży ponownie trafiła nowa pula biletów. Tym razem wymówki już nie było – trzeba było jechać i trzymać kciuki, aby Amerykanie nie odwołali również tego koncertu.

Znam ten zespół od samego początku ich powstania i tak naprawdę każda z ich płyt była utrzymana w innej stylistyce.  Pierwszy album to melodyjny metalcore, na kolejnym znajdziemy już mniej growlu, 3 płyta utrzymana jest mniej więcej w takiej konwencji jak pierwsza. W międzyczasie pojawiły się również covery Walk Pantery oraz Call me Blondie. Nagle wraz z 4 wydawnictwem  oblicze zespołu się zmieniło – nowy image i znaczący wzrost popularności. Początkowo nie mogłam przyzwyczaić się do nowego brzmienia i tekstów grupy, jednak 5 płyta utwierdziła mnie w przekonaniu, że odnaleźli swoją metalową niszę. Jednak nie na długo,  ostatni album Ritual jest znowu czymś zupełnie innym. Jest to bardziej nastrojowy krążek, na którym próżno szukać growlu. Znajdziemy za to bardzo dobry cover Phila CollinsaIn the air tonight oraz Black Wedding, w którym usłyszymy wokalistę Judas PriestRoba Halforda.

Wróćmy do meritum relacji. Koncert odbył się w klubie Akvarium (15.06.2018), położonym niedaleko centrum miasta. Klub znajduje się pod ziemią, toteż nie tak łatwo do niego trafić. Po frekwencji zastałej w środku  stwierdziłam jednak, że musi to być dość popularne miejsce w Budapeszcie. Akvarium jest dość sporym klubem z ogromną poczekalnią. Bardzo dobrze, że koncert został przeniesiony, bo to miejsce było wypełnione po brzegi. Mimo że byłam ponad pół godziny przed rozpoczęciem show(nie było żadnego supportu), miejsce, które zajęłam było słabe, z bardzo ograniczonym widokiem.

Show rozpoczęło się z delikatnym poślizgiem instrumentalem Salvation. Po chwili na scenie pojawiła się Maria Brink wraz ze swoimi tancerkami, które wyglądy jak jej klony. Ubrana była w czarną pelerynę i wyposażona w mikroskopijnych rozmiarów mikrofon, który niestety nie “zbierał” wszystkich wydawanych przez nią dźwięków. Już po pierwszym utworze  Blood wiedziałam, że szału z jakością dźwięku nie będzie. River of Fire wyszło już zdecydowanie lepiej, ponieważ jest to spokojna piosenka bez growlu. Niestety kolejny utwór (jeden z moich top 3 ITM) Adrenalize – tragedia. Na tym kawałku zorientowałam się, że zespół gra bez basisty, przez co piosenka zupełnie nie przypominała wersji studyjnej. Maria po każdym utworze się przebierała, a na namiocie, który udawał ekran, wyświetlane były krótkie filmiki zapowiadające piosenki, np. fragmenty teledysków. Wszystkie kawałki  z ostatniej pyty zespołu wypadły bardzo dobrze – tak samo było z Roots. Po tym utworze nastąpiła krótka przerwa, w której techniczni zespołu wnieśli na scenę elektryczne pianino, na którym Maria zagrała balladę Lay Your Gun Down. Klub rozświetlił się również zapalniczkami oraz latarkami. Widać, że Brink potrafi śpiewać, jednak bardziej niż na jakość dźwięku wydawał się odbiór wizualny show. Kolejnym utworem był instrumental, podczas którego wokalistka przedstawiła cały zespół i poinformowała, że basista nie mógł być z nami z powodów rodzinnych. Piosenką nr 7 był Black Wedding, niestety Rob Halford nie towarzyszył ITM podczas tego występu, Maria śpiewała ją sama, przez co piosenka wypadła średnio. Za to In the Air Tonight  oraz Big Bad Wolf – mistrzostwo.  Kiedy na scenie pojawiły się święcące kule, publiczność już wiedziała ze zaraz usłyszy Oh Lord. Następnie na scenie została rozłożona mównica, a wokalistka ze swojego namiotu zapytała fanów, jaką z piosenek chcą teraz usłyszeć, a cały tłum jednogłośnie wykrzyczał: Whore! Hmm Marię nasz krzyk nie przekonał i ponownie zadała to pytanie, tym razem publiczność odpowiedziała jeszcze głośniej Whore! Na scenę weszła jedna z  tancerek z tabliczką z napisem SHAME. Brink zajęła miejsce na mównicy i zaczęła swoją emocjonalną przemowę, że tę piosenkę dedykuje wszystkim “hejterom” oraz osobom, które nazwały ją tytułową Whore (Brink urodziła syna jako nastolatka). Jak dla mnie była to najlepsza (i ulubiona) piosenka teego wieczoru. Już nawet ten mały mikrofon mi nie przeszkadzał, ponieważ cały klub śpiewał razem z ITM.

Podsumowując, koncert był stosunkowo krótki, tyle czekania na 11 piosenek to zdecydowanie za mało. Setlista skupiała się tylko na 3 ostatnich wydawnictwach zespołu, a ja z chęcią posłuchałabym ich starszych utworów. Przez chwilę usłyszeliśmy również wstęp Beatuiful Tragedy podczas przedstawiania zespołu. Show było doskonale przygotowane i przemyślane pod każdym względem. Maria wraz z tancerką (tylko na  1 utworze były 2) na każdą piosenkę przygotowała inna stylizacje, przez co wrażenia wizualne były bardzo dobre, dźwiękowe – już niekoniecznie.

Cieszę się, że mogłam zobaczyć Amerykanów na żywo, jednak nie sądzę, że ponownie będę jechać tyle kilometrów na ich występ (chyba że będą w okolicy lub “po drodze”). Zdecydowanie nie był to koncert mojego życia, ale jednak spełniłam moje kolejne koncertowe marzenie.

Setlista:

  1. Blood
  2. River of Fire
  3. Adrenalize
  4. Roots
  5. Lay Your Gun Down
  6. Monster Jam
  7. Black Wedding
  8. In the Air Tonight
  9. Big Bad Wolf
  10. Oh Lord
  11. Whore
agigagi

agigagi

melodic death metal, female fronted metal, underground, antymainstream
agigagi

Tagi: , , , , .