Insomnium, Tribulation – Kraków (19.03.2018)

Na to wydarzenie czekałem z niemałym zniecierpliwieniem od początku bieżącego roku. Gdy tylko usłyszałem, że KnockOut Productions ponownie udało się ściągnąć Tribulation do Polski, data 19 marca została od razu zakreślona w moim kalendarzu jako dzień zajęty. Fakt, że dane mi będzie po raz pierwszy zobaczyć wysoce innowacyjnych Szwedów w akcji na żywo, napędzał mnie do działania przez cały czas aż do koncertu. To jednak Finowie z Insomnium mieli być główną atrakcją wieczoru. Muszę przyznać, że popełniłem spory błąd, nieco o tym zapominając. Do ich płyt zazwyczaj podchodziłem z pewną rezerwą, ponieważ nie trafiały do mnie aż tak jak dokonania innych melodeathowych kapel z At the Gates, Dark Tranquillity, Amon Amarth czy wczesnego In Flames na czele. Po fantastycznym koncercie, jaki zagrali Finowie moje zdanie na ich temat uległo całkowitej zmianie. Aby dowiedzieć się więcej, zapraszam do zapoznania się z moją relacją z krakowskiego przystanku wspólnej trasy Tribulation i Insomnium.

Do krakowskiego „Kwadratu” dotarłem około godziny 18:45. Mroźny, ponury klimat małopolskiej aury dawał się we znaki. Był on idealną otoczką do tego, co wkrótce miało nastąpić. Znalazłem się  w końcu na jednym z dwóch polskich przystanków na trasie koncertowej, promującej wydany w 2016 roku Winter’s Gate – dość chłodne i przepełnione zimą wydawnictwo w katologu Insomnium. Po krótkiej wizycie w szatni i wejściu na piętro natknąłem się na stoisko z merchem, w którym rezydował krępej postury brodaty Fin. Zamieniłem z nim parę słów, pochwaliłem jego bujny zarost, a następnie porozmawialiśmy chwilę na temat tego, jak wyglądały poprzednie koncerty z bieżącej trasy. Po krótkiej konwersacji, moją uwagę przykuł stylowy snapback z nadrukiem Tribulation. Był to obok całkiem bogatej oferty t-shirtów, a także jak to często bywa z metalowymi ciuszkami, drogich bluz, najciekawszy spośród przedmiotów znajdujących się na sprzedaż. Po zakupach udałem się pod scenę, bowiem za chwilę pojawić się mieli ci, na których czekałem tyle czasu, a mianowicie Szwedzi z Tribulation.

Na scenie pojawili się z ukrycia. Pierwszy wyłonił się perkusista Oscar Leander, którego wymalowane w trupich kolorach lico przypominało twarz topielca. Klimatyczne intro puszczone zza kulis wprowadzało zgromadzoną w „Kwadracie” publiczność w atmosferę rytuału, na scenie dodatkowo rozpalone zostały kadzidła. Następnie Leander usiadł za perkusją i zaczął bić rytm, gdy właśnie w tym momencie na scenie z dwóch różnych stron wyłonili się gitarzyści Adam Zaars i Jonathan Hultén, odgrywając pierwsze nuty Lady Death. Po chwili, ku uciesze publiczności, na scenie pojawił się basista i wokalista grupy Johannes Andersson. Od tego momentu aż do końca nie było żadnej przerwy w występie młodych Szwedów, nie licząc krótkiego momentu pomiędzy drugim utworem, którym była Melancholia i trzecim In the Dreams of the Dead, kiedy to Panowie przestrajali swe instrumenty. Od początku koncertu w oczy rzucał się przede wszystkim ruch sceniczny Hulténa, jako że to właśnie on biegał po scenie jak szalony i wychylał się wraz ze swoją gitarą w stronę publiczności, od czasu do czasu rzucając groźne i nieprzeniknione spojrzenia w jej stronę. W występie Tribulation dostrzec można było przede wszystkim zgranie tej jakże młodej ekipy. Podczas instrumentalnych momentów w Lady Death i Melancholia trio Zaars, Hultén i Andersson zbliżali się do siebie i w rytmicznych ruchach odgrywali swoje partie, co sprawiało wrażenie niesamowitej synchronizacji. Jak świetny jest to kolektyw można było dostrzec przede wszystkim w trakcie utworu Rånda, gdy Hultén podczas wykonywania jednego z licznych piruetów upadł i wylądował zaraz pod nogami Anderssona, który skwitował wybryki kolegi gromkim śmiechem. Następnie Szwedzi odegrali dwa utwory z wydanej na początku bieżącego roku płyty Down Below, a mianowicie fantastycznie wypadające na żywo Nightbound oraz The Lament. Były to jedne z najjaśniejszych momentów koncertu, publiczność bawiła się fantastycznie i tylko nieliczni wraz ze mną śpiewali chwytliwe liryki Would we see you if you came to us, no never to see your face, never to find a way back. Niestety, wszystko, co dobre, szybko się kończy i w końcu nadszedł czas na pożegnanie, które Szwedom wyszło fantastycznie, bowiem zaprezentowali swój szlagier – a także prawdopodobnie swój najbardziej znany utwór, Strange Gateways Beckon. Numer ten spotkał się z największą aprobatą pośród publiczności, która coraz liczniej zaczęła schodzić się pod scenę. Utwór odegrany został perfekcyjnie, widać było ile radości i energii Panom z Tribulation sprawia granie koncertów, albowiem po zakończeniu piosenki Andersson wydarł się dziko w tłum, niejako dziękując nam za czynny udział w przedstawieniu. Pozostali członkowie zespołu pomachali publiczności i zebrali się do zejścia ze sceny. Ja, podążając ich śladem, udałem się na tył publiczności w celu poszukiwania najbardziej optymalnego miejsca. Jako że krakowski „Kwadrat” znam już niemal jak własną kieszeń, wiem, że pod sceną niezbyt dobrze słychać wokal, dlatego też zdecydowałem się przenieść na tył klubu, co okazało się trafną decyzją.

 

Set Tribulation, ok. 40-45 minut:

Lady Death
Melancholia
In the Dreams of the Dead
Rånda (w/ Ultra Silvam Outro)
Nightbound
The Lament
Strange Gateways Beckon

 

 

Finowie z Insomnium pojawili się około godziny 20:40. Publiczność tłumnie zgromadziła się pod sceną, od czasu do czasu słychać było nawet zawołania wzywające członków zespołu do jak najrychlejszego pojawienia się na scenie. Gdy w końcu na nią weszli, tłum dosłownie oszalał, a w powietrze wzbił się niesamowity wrzask. Wokalista i basista grupy Nillo Sevänen ruchem ręki zaprosił zebranych do wzięcia udziału w koncercie, a już chwilę potem zespół odgrywał pierwsze melodie z ich najnowszego wydawnictwa, Winter’s Gate. To właśnie ten podzielony na 7 aktów utwór stanowił pierwszą część koncertu. Z początku byłem nieco sceptycznie nastawiony do tak postawionej sprawy, lecz wraz z dojrzewaniem tego monumentalnego dzieła coraz częściej łapałem się na machaniu głową i tupaniu nogami. Po doświadczeniu albumu w całości na żywo doszedłem do wniosku, że muszę jak najszybciej  przesłuchać go w wersji studyjnej, bowiem częste zmiany tempa, świetne solówki, potężnie brzmiące riffy i przede wszystkim anielski czysty wokal gitarzysty Ville Frimana sprawiały mi wielką radość. I mimo że tylko nieliczni członkowie publiczności zdawali się zaznajomieni z najnowszym materiałem Finów, nikt się nie dąsał i nie kręcił głową. Po koncercie zdałem sobie sprawę jak genialnie to rozegrali. Pierwszą część koncertu stanowiło odegranie klimatycznego Winter’s Gate, który niejako wprowadził publiczność w pewnego rodzaju trans. Potem natomiast, członkowie Insomnium zaserwowali nam ucztę w postaci utworów z poprzednich płyt (pomijając niestety pierwsze dwa albumy). Po odegraniu ‘zimowej bramy’ na krótko opuścili scenę, aby chwilę później powrócić z The Primeval Dark przechodzącym w bezsprzeczny fan favourite, jakim jest While We Sleep. Publika, która jak do tej pory zachowywała się raczej statycznie, zaczęła formować pierwszy tego dnia circle pit, który utrzymał się już do samego końca koncertu. Następnie nadszedł najstarszy grany tego wieczoru hit Mortal Share z płyty Above the Weeping World i kolejny walec w postaci Down with the Sun. Tymi dwoma utworami Finowie zaskarbili sobie dozgonną wdzięczność publiczności, a skandowanie nazwy zespołu wydawało się nie mieć końca. Gdy niedługo później odegrane zostały wstępne dźwięki Ephemeral, sam straciłem wszystkie hamulce i poleciałem do kotła, który miał miejsce pod sceną. Kompletnie straciłem głowę, zapominając o bożym świecie. Był to dla mnie zdecydowanie najlepszy moment koncertu. Insomnium odegrali następnie statyczne acz piękne The Promethean Song i właśnie tym akcentem zamierzali pożegnać się z Krakowem. Rozochocona publiczność nie dawała jednak za wygraną i chwilę po tym, jak Finowie opuścili scenę, rozległy się krzyki nawołujące do szybkiego powrotu na scenę. Tak też się stało i na bis odegrane zostało Only One Who Waits z płyty One for Sorrow. Wszyscy zdawali się zachwyceni występem melodeathowej ekipy i sami muzycy przyznali, że był to niesamowity koncert. Po zakończeniu ostatniego numeru pożegnani zostali salwami braw i okrzyków a następnie opuścili wciąż gorącą scenę „Kwadratu”.

Set Insomnium, ok. 1h i 30-40 minut:

Winter’s Gate, Part I
Winter’s Gate, Part II
Winter’s Gate, Part III
Winter’s Gate, Part IV
Winter’s Gate, Part V
Winter’s Gate, Part VI
Winter’s Gate, Part VII
The Primeval Dark
While We Sleep
Mortal Share
Down with the Sun
Weather the Storm
Ephemeral
The Promethean Song
—————–
Only One Who Waits

 

Był to jak dotąd mój ósmy koncert w krakowskim „Kwadracie” i muszę przyznać, że najlepszy pod względem organizacji i nagłośnienia. Wokale zarówno Johannesa Anderssona i Niilo Sevänena były dobrze słyszalne. Słabo natomiast nagłośniona została gitara Adama Zaarsa, którego solówki musiałem odtwarzać sobie w pamięci, bowiem tak licho było je słychać. Niemniej jednak, wydarzenia z 19 marca 2018 roku wspominać będę bardzo ciepło pomimo mroźnej, skandynawskiej aury stworzonej przez oba zespoły tego wieczoru. Do domu wróciłem bardzo zadowolony zarówno z koncertu, jak i z zakupu z merchowego stoiska. Cóż, po tym koncercie rozumiem, że nie można skreślać żadnego zespołu przed doświadczeniem ich muzyki na żywo. Widowisko, jakie urządzili Finowie z Insomnium było nie do zapomnienia, a świadczyć o tym może fakt, że każdy utwór przyjęty został z wyjątkową aprobatą publiczności. I chociaż koncert nie został wyprzedany jak w przypadku kolegów po fachu z Amon Amarth półtora roku wstecz, publiczność wcale nie dawała tego odczuć. Jestem zachwycony z możliwości bycia częścią tego wydarzenia. Szkoda tylko, że chłopaki z Tribulation nie grali dłużej, ale ich czas headlinowania dużych koncertów jeszcze nadejdzie. Ja się już żegnam i do następnego, lecę tymczasem zaznajamiać się z epickim Winter’s Gate. 

Autorem zdjęć jest: Dariusz Ptaszyński

Marcel Szczepanik

Marcel Szczepanik

I'm the living witness
Of the torment and the pain
I was doomed to see the planet die
Marcel Szczepanik

Tagi: , , , , , , , , .