Kvelertak – Warszawa (22.06.2017)

Norweski zespół Kvelertak to mój własny fenomen. Ani niespecjalnie zasłuchuję się punk-metalu czy hard-rocku, ani nie kocham piosenek, których tekstów nie jestem w stanie zrozumieć (ani przeczytać). A jednak ten sekstet wzbudza we mnie takie emocje i taneczne podrygi, jak chyba żaden inny w tej stylistyce! Dzięki staraniom Go Ahead dane było stolicy po raz kolejny doświadczyć energii tych szaleńców w warszawskiej Proximie 22 czerwca br. Kvelertak znów nie zawiódł, porwał publikę w tornado pod sceną i pokazał, w czym się specjalizuje. Niestety, tym razem wyjątkowo zawiódł czynnik ludzki – co się stało z frekwencją? 

Koncert otworzyli Panowie z Morning Hookers, których udało mi się usłyszeć i zobaczyć jedynie kątem oka, niestety przez nieprzewidziane problemy ze sprzętem foto. Oprócz zaprezentowanej niekwestionowanej dynamiki koncertu nie mogę ani skomentować, ani nic konkretnego o tym występie powiedzieć. Żałuję. Innym razem, Panowie.

Przed 21.00 stawili się natomiast headlinerzy. Fotografowie w ruch, światła w mrok, napięcie w szczyt. Od pierwszych dźwięków Dendrofil For Yggdrasil już było wiadomo, że Kvelertak nie bierze jeńców. Wokalista Erlend Hjelvik pojawił się w charakterystycznej dla zespołu masce sowy (?) ze świecącymi oczami, którą zdjął po pierwszym numerze. Zaczęło wrzeć i fantastycznie migać – oświetlenie wyraźnie w Proximie zapunktowało. Nie mam też zamiaru przyczepiać się do nagłośnienia, wszystko zabrzmiało bez większych problemów. Repertuar składał się z przekrojowych numerów ze wszystkich trzech płyt formacji, w tym dynamicznych i porywających BronsegudBlodtørst czy wyśpiewanego z publiką (jestem pewna, że każdy zmyślał słowa) Bruane Brenn; po mniej wybuchowe, ale niepozbawione tej potężnej kvelertakowej energii Ondskapens GalakseSvartmesse. Wyjątkowo miłym gestem ze strony zebranych było skandowanie różnych haseł: od szablonowego „zapierdalać” (jak zawsze dla mnie to trochę żenada), „Kvelertak” i „Maciek” – jeden z trzech gitarzystów grupy Maciek Ofstad ma polskie korzenie i wiadomo, że trzeba było to w Warszawie podkreślić. Publika poszła w tany właściwie od początku, jednak trochę przykro było patrzeć, ile było na te szaleństwa miejsca. Taki koncert ściągnął tak mało ludzi. Mimo to, zapełniona ledwo do połowy sala koncertowa Proximy drżała w posadach do samego końca, aż po wywołane bisy. 

Niestety nie wiem, Drodzy Państwo, jak bardziej przekonać Was do uczestniczenia w koncertach Kvelertak. Toż to istne norweskie diabły, z taką werwą i przytupem, że nawet smutny nerd, który nie wiedział z jakiego powodu znalazł się na takim gigu, ściągnął torbę z laptopem i wesoło popłynął w rytmy co najmniej ekspresywne. Pozdrawiam wszystkich studentów.

Do następnego!

Setlista:

Dendrofil For Yggdrasil
1985
Mjød
Bronsegud
Månelyst
Berserkr
Evig Vandrar
Blodtørst
Ondskapens Galakse
Nekroskop
Svartmesse
Heksebrann
Bruane Brenn
Kvelertak
Bis:
Nattesferd
Utrydd dei svake

Tagi: , , , , , , , , .