Lvcifyre, Bestial Raids, Mgła – Poznań (29.04.2017)

Informacja o trasie Mgły to jedno z większych zaskoczeń nie tylko w tym roku. Bez przesady będzie rzec, że Left Hand Sounds spełniło marzenia rzeszy ludzi, dla których koncerty Mgły były dotychczas nieosiągalne. Bowiem oto na finał tego „jesiennego” kwietnia anonsowano koncert, który jeszcze do niedawna byłby dla mnie raczej kategorią s-f. Czekanie na ten koncert cholernie mi się dłużyło. Mgła – kapela otoczona kultem, świadomie dystansująca się, ale i dystansująca innych. O muzyce nie wspomnę, ta od samego początku była i jest wyjątkowa. Każdy album Mgły to inny a zarazem ten sam rozdział muzycznej podróży. Prócz wspomnianej Mgły zaanonsowano dwa suporty, które przyciągnęły swoich fanów. Niejednokrotnie tylko na support. Co ważne, żadna kapela nie zagrała krótkiego setu, to były intensywne ciosy.
W klubie U Bazyla ludzi multum, ale nic dziwnego – poznański koncert został wyprzedany. Na szczęście to był cholernie zimny dzień, więc w środku nie było zaduchu, zresztą obecny Bazyl to już nie poprzednie kazamaty, gdzie na Morgoth i Incantation było piekło. Obecnie jedynie dłuższa kolejka do baru wskazywała, że ludzi jest do oporu. 

Zacznę przewrotnie, ten wieczór pod względem muzycznym bezsprzecznie należał do Lvcifyre, którzy totalnie mnie zaskoczyli. Twórcy Eater of sun na żywo to monolit.  Lvcifyre to cholernie dobrze zgrana kapela, niesamowicie intensywna i zarazem klimatyczna porcja black metalu. Bezsprzecznie ten band to była najbardziej zaawansowana technicznie kapela. Zresztą czy można się było spodziewać czegoś innego po twórcach tak dobrego albumu, jakim jest wspomniany wyżej Eater of Sun? Szybko podsumowując – moim zdaniem kolejny zespół, który niedługo będzie sam headlinerem takich tras. Czekam na ich kolejne płyty, mają ogromny potencjał, by zdobyć wszystko.

Bestial Raids to zjawisko, gdy intensywność, pozytywnie definiowany prymitywizm nabierają totalnego zaangażowania, czy też amoku. To niemal wehikuł czasu do okresu, gdy metal był odrażający dla reszty ludzi, gdy budził on skrajne emocje, taki też był ten koncert. Tego nie można było słuchać bez emocji, być niejako obok. Bestial Raids to porcja czystej nienawiści, totalnego zaangażowania. Koncert na pełnej kurwie. To kwintesencja tego bandu i jego przekazu.

Mgła… nazwa obecnie mocno kontrowersyjna dla niektórych, no bo zagrali na Offie i tym podobne bzdurne zarzuty… Ja jednak od dawna czekałem na możliwość weryfikacji tego zespołu na żywo. Jaki efekt? Myślę, że jest to kwestia oczekiwań. Dla mnie Mgła na żywo i na płytach to niemal dwa światy, co prawda mocno zazębiające się. Podobnie jak i na płytach, na żywo Mgła na płytach to trans. Nigdy bym nie myślał o nich jako o ekstremalnym bandzie. To muzyka raczej z typu podróż przez stany depresyjne, oczywiście na swój sposób ekstremalna a zarazem pełna klimatu, To swego rodzaju manifest. Tymczasem na żywo to wszystko zyskuje dodatkowo ostry wyrazisty efekt. Od razu widać, że Mgła to monolit, który gra niejako obok publiczności, wręcz wbrew niej. Niezależnie od reakcji widzów, niezależnie od wszystkiego. Co ciekawe, gdy zazwyczaj poszczególne kompozycje można odbierać przez pryzmat odpowiedniego albumu, to na żywo te utwory Mgły brzmią tak samo, jakby zostały nagrane w tym samym okresie. Bardzo ciekawy efekt. Koncert bezapelacyjnie zapadł mi w pamięć. Pozostał tylko cholerny żal, że grali tak krotko. Że tak mało utworów, że za mało z Mdłości… Długo by można wymieniać, tylko czy nie przypadkiem najlepszym chwilom towarzyszy częściowe niespełnienie?

ps. Za pomoc z fotografiami dziękuje Przemassowi z Jarocina. 

Tomasz

Tomasz

Jako totalne beztalencie muzyczne mogłem zostać tylko internetowym krytykantem, tfu, recenzentem. W wolnych chwilach nabijam kabzę spekulantom sprzedającym płyty CD.
Tomasz

Tagi: , , , , .